Był 29 maja 1985 roku. Na stadionie Heysel w Brukseli miał odbyć się finał Pucharu Europy, w którym o główne trofeum miały walczyć Liverpool i Juventus. Najpierw jednak, zanim piłkarze wyszli na boisko, walka trwała na trybunach…

Kibice z Anglii wszczęli awanturę, w wyniku której trybuna pod naporem ludzi zawaliła się na fanów z Włoch.Kibice tratowali się nawzajem, próbując ujść z życiem. Tak naprawdę trudno opowiedzieć historię tej tragedii jednym zdjęciem, ale czasem jedna fotografia mówi więcej, niż tysiąc słów. Brukselska masakra to najbardziej mroczny finał rozgrywek międzynarodowych w dziejach świata…

Relacje świadków i osób, które straciły na Heysel kogoś bliskiego, są wstrząsające i pokazują, z czym mieliśmy wówczas do czynienia.

Mój syn, Alberto został przygnieciony przez napierający tłum, nie miał żadnych szans na ucieczkę. Jego ostatnie słowa brzmiały: tato, oni mnie miażdżą! Potem straciłem przytomność. Kiedy tylko się obudziłem zacząłem go szukać. Znalazłem. Martwego… Pamiętam wszystko, jakby to był film. Aż do ostatniej chwili, kiedy taśma się zacina i nie widzę nic więcej. W nocy często budzę się i widzę to wszystko raz jeszcze. Heysel – to słowo, wypowiedziane na głos, doprowadza mnie do szaleństwa.

Wszędzie leżeli ludzie – jedni ciężko ranni, z poważnymi obrażeniami, inni choć okaleczeni, pomagali ratować najbardziej potrzebujących. Jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że zginęło 39 osób, a ponad 600 zostało rannych. Widok krwi i ciał był wszechobecny, ratowano kogo się da. Trybuny Heysel wyglądały jak po uderzeniu bomby, służby medyczne nie potrafiły ogarnąć tego chaosu. Wokół stadionu ustawiono namioty polowe w których udzielano pomocy lżej rannym, zaś ciężej poszkodowani zostali przewiezieni do brukselskich szpitali karetkami i helikopterami.

Choć wydaje się to dziś nieprawdopodobne, to jednak mecz – z opóźnieniem – ale się odbył. Zbigniew Boniek wywalczył rzut karny, który na jedynego gola meczu zamienił Michel Platini. Obaj panowie do dziś wspominając o Heysel, mają łzy w oczach.

Boniek:

Nie wierzcie nikomu, kto mówi, że w tym całym zamieszaniu trudno było zorientować się dokładnie, co się stało. Wiedzieliśmy, co się wydarzyło: śmierć, powaga sytuacji, wybuchowa atmosfera wisiały nad stadionem. Powtarzam, wiedzieliśmy wszystko! Nie chcieliśmy grać, Liverpool też nie. UEFA nam nakazała. Powiedziano, że jeśli nie wyjdziemy na boisko, sytuacja jeszcze się pogorszy. Telefonów komórkowych jeszcze wtedy nie było i wielu fanów Juventusu nie wiedziało, ilu ludzi zginęło w sektorze „Z”. Człowiek z UEFA powiedział mi – jeśli odmówicie gry, oni się o tym dowiedzą.

Platini:

Byliśmy w swoich szatniach, gdy powiedzieli nam, że rozpoczęcie meczu się opóźni. O rozmiarach tragedii dowiedzieliśmy się z gazet, dopiero następnego dnia. Jednak tamten wieczór nie miał nic wspólnego z futbolem. Puchar musieli nam przynieść do szatni. Nigdy tam nie wróciłem i wolałbym nie rozmawiać o Heysel. Muszę wyznać, że nie byłbym w stanie, zarówno psychicznie jak fizycznie, powrócić tam kiedykolwiek…

Po tragicznych wydarzeniach z 1985, na stadionie Heysel odbywały się już głównie tylko zawody lekkoatletyczne, bardzo sporadycznie. W 1995 stadion został zburzony. Dziś mija 34 lata od tych wstrząsających scen, a wydaje się, jakby to było wczoraj…

Tomasz Gawędzki

FreshMail.pl