Nigdy nie był zbyt popularny, ale spokojnie można go zaliczyć do grona najlepszych bramkarzy na świecie w swoim „prime time”. Zawsze „żyjący” w bramce, pokrzykujący na kolegów i mocno gestykulujący. Jak to Włoch.

Gianluca Pagliuca przyszedł na świat 18 grudnia 1966 roku w Bolonii i tam też rozpoczął swoją piłkarską karierę, reprezentując barwy Bologna FC. Latem 1986 roku przeniósł się do Sampdorii Genua i można powiedzieć, że stał się symbolem najlepszego okresu w historii tego klubu. Przywitał się z „Sampą” sezonem 1986/87, który… cały przesiedział przyspawany do ławki rezerwowych. W kolejnym wcale nie było lepiej i zadebiutował w Serie A dopiero 8 maja 1988 roku, a chwilę później wystąpił w zwycięskim dla Sampdorii finale Coppa Italia. Pucharowe triumfy na krajowym podwórku powtórzył potem w 1989 i 1994 roku, natomiast w międzyczasie wywalczył wraz z kolegami z Genui scudetto w 1991 roku.

To jednak nic w porównaniu z tym, co osiągnął z Sampdorią w europejskich pucharach. Najpierw w 1989 roku dotarł z nią do finału nieistniejącego już dziś Pucharu Zdobywców Pucharów (porażka 2:0 z FC Barcelona), by rok później zwyciężyć w tych rozgrywkach (2:0 po dogrywce z Anderlechtem Bruksela). Najlepsze jednak wciąż było przed nim – klub z Genui wiosną 1992 roku zameldował się niespodziewanie w finale Pucharu Mistrzów (dziś Liga Mistrzów). Na wypełnionym niemal po brzegi londyńskim Wembley Włosi dzielnie stawiali czoła rywalowi z Katalonii, ale znów FC Barcelona okazała się za mocna, wygrywając po dogrywce 1:0 (w 112. minucie Pagliuca skapitulował po atomowym uderzeniu Ronalda Koemana).

W lipcu 1994 roku Gianluca przeniósł się do Interu Mediolan, z którym tamtej wiosny grał w finale Pucharu UEFA (dziś te rozgrywki zastąpiła Liga Europy). Niestety – znów musiał uznać wyższość rywali, tym razem niemieckiego Schalke 04, choć okazał się najlepszym zawodnikiem Interu w decydującym dwumeczu. Inter był naszpikowany gwiazdami i we włoskiej stolicy mody oczekiwano odrodzenia i sukcesów, ale Pagliuca musiał odłożyć marzenia klubowe na dalszy plan, bo właśnie rozpoczynał swój rozdział przygoda pod tytułem Squadra Azzurra.

Pagliuca debiutował w reprezentacji Włoch 16 czerwca 1991 roku, a potem był jej pierwszym bramkarzem podczas mundialu USA ’94. Tam niestety opuścił dwa mecze, pauzując za czerwoną kartkę obejrzaną w meczu z Norwegią za faul taktyczny poza polem karnym. Na amerykańskiej imprezie spisał się jednak bardzo dobrze, zachowując chociażby czyste konto podczas 120 minut decydującej o złocie batalii z Brazylią. Choć zabrzmi to trochę dziwnie, ale został „tylko” wicemistrzem świata, ponieważ w konkursie jedenastek okazał się nieznacznie gorszy od Claudio Taffarela.

Srebrny medal przywieziony ze Stanów Zjednoczonych to największy sukces w karierze Pagliuki, tym bardziej, że pożegnał się z kadrą w 1995 roku, zatrzymując licznik na 30 występach. Arrigo Sacchi zrezygnował z niego chyba zbyt pochopnie uznając, że teraz numerem 1 we włoskiej bramce będzie Angelo Peruzzi (wówczas gracz Juventusu). Później rozegrał jeszcze mecze numer 31 i 32 w koszulce Squadra Azzurra, ale ostatecznie zabrakło dla niego miejsca w kadrze na Euro ’96. Wystąpił za to na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie, które okazały się kompletną klapą dla Italii (ostatnie miejsce w grupie i szybki powrót do domu).

Ostatnią wielką imprezą w karierze Pagliuki były Mistrzostwa Świata 1998 rozgrywane na francuskich boiskach. Ten mundial skończył się dla podopiecznych Cesare Maldiniego zaledwie na 1/4 finału, gdzie Włosi przegrali z późniejszymi triumfatorami mistrzostw – Francją 3:4 po rzutach karnych (0:0 po 120 minutach). Pagliuca obronił wówczas tylko jeden rzut karny, wykonywany przez Bixente Lizarazu… Łącznie dla reprezentacji Italii wychowanek Sampdorii rozegrał 39 meczów, natomiast w Serie A może się pochwalić imponującą liczbą 634 występów. Pod koniec kariery wrócił tam, gdzie zaczęła się jego piłkarska podróż – został golkiperem Bologna FC (1999 – 2006), a ostatni sezon w karierze rozegrał w barwach Ascoli Calcio.

 

Tomasz Gawędzki

 

 

 

 

FreshMail.pl