Wszyscy znacie Maradonę. Setki razy widzieliście jego najlepsze akcje, cudowne bramki i nieprawdopodobne dryblingi. Gole z Anglikami w 1986 są już owiane legendą. Podobnie jak wybryki alkoholowe i narkotykowe, które trwają po dziś dzień. Jednak mało kto zna Diego, tego prawdziwego. Diego i Maradona to dwie różne osoby, a reżyser filmu „Diego” – Asif Kapadia – uchwycił te obydwa niezależne byty pokazując nam, jaki to był człowiek i piłkarz po złożeniu wszystkiego w jedną całość.

Od początku filmu zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, w których centrum jest oczywiście Boski Argentyńczyk. Widzimy jego początki „boskości” w Boca Juniors, zdobyte z Argentyną mistrzostwo świata w 1986, słynną „rękę boga” i uwielbienie rodaków, a za chwilę przeżywamy razem z nim trudny czas spędzony w Barcelonie. Akcja nabiera tempa, kiedy przenosimy się do Neapolu. Upalne lato pod Wezuwiuszem, rok 1984. Stadio San Paolo wypełniony po brzegi tłumem blisko 80 tysięcy fanatycznych tifosich, którzy witają króla futbolu. Kiedy jeden z dziennikarzy porównuje go popularnością do papieża, Maradona się obrusza. Natomiast Diego jest zawstydzony. Oglądając film bije po oczach z ekranu zjawisko, podczas którego Diabeł i Anioł siedzą na ramionach niskiego Argentyńczyka i szeptają mu do ucha. Czuć, że chłopak wewnętrznie walczy ze sobą i doskonale uchwycony jest moment, w którym widać, jak zaczyna tę walkę przegrywać…

„Diego i Maradona to dwie różne osoby. Z pierwszym poszedłbym na koniec świata, z drugim nie zrobiłbym ani pół kroku.” ~ Fernando Signorini (wieloletni prywatny trener Maradony)

Triumfy, porażki, gole, niewiarygodne akcje, przebłyski i aura boskości – to wszystko spływa na nas z ekranu i nie pozwala oderwać wzroku. Dylematy, rozterki, złe decyzje, dobre decyzje, życie rodzinne, pozaboiskowe, imprezy, hulanki i swawole – w tym wszystkim uczestniczymy. Reżyser mistrzowsko dobrał materiały archiwalne i telewizyjne, przeplatając je prywatnymi nagraniami pochodzącymi z wideoteki piłkarza. Ta mieszanka sprawia, że jak mawia klasyk: „siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i… startujemy!” Prywatne nagrania są owocem tego, że kiedyś Jorge Cyterszpiler (przyjaciel i pierwszy agent Maradony) kazał dwóm operatorom dokumentować każdy krok Argentyńczyka. Gino Martucci i Juan Laburu nie odstępowali Diego na krok, kręcąc treningi, konferencje, mecze, świętowanie w szatni, wiwatujące na jego cześć tłumy w Neapolu i Argentynie, a także imprezy rodzinne i chwile spędzone z partnerką i córką.

W tej porywającej historii, gdzie Diego zostaje wciągnięty w sam środek neapolitańskiego kotła, mafijnych rozgrywek Camorry, wielkich sukcesów, uwielbienia i skandali, jest jedna skaza. W mieście, w którym piłka jest niczym religia, Diego staje się dosłownie świętym. Na boisku dokonuje cudów, ale gdy gasną światła, nie potrafi udźwignąć swojej sławy i wtedy do głosu dochodzi Maradona. Presja i oczekiwania kibiców rosną, zaczynają się pojawiać narkotyki, a Argentyńczyk traci powoli i niepostrzeżenie kontrolę nie tylko nad swoją karierą piłkarską, ale również nad swoim życiem prywatnym. Stajemy się świadkami upadku kogoś, kto miał i mógł wszystko. Obserwujemy przemianę z Boga w Diabła.

Ten film powinni obejrzeć zwłaszcza młodzi, którzy uważają Maradonę za ćpuna i dopingowicza, nabijając się ze zdjęć, jakie obiegły świat w czasie rosyjskiego mundialu w 2018 roku. Żeby zrozumieć, jaki status miał Diego przed laty, kim był, co robił, jak inni przechwytywali niepostrzeżenie jego życie, trzeba iść do kina. Wtedy zrozumiecie, z czym tak naprawdę mierzył się Diego i dotrze do Was, że jego losy nie mogły się potoczyć inaczej. To musiało się tak skończyć. Diego tańcząc z Bogiem, nagle usłyszał od Diabła: „odbijany!”

ZOBACZ ZWIASTUN „DIEGO”

FreshMail.pl