To co zrobił Dawid Kubacki w tegorocznym Turnieju Czterech Skoczni to bez dwóch różnych zdań sprawa kapitalna. Wspaniałe zwycięstwo w klasyfikacji generalnej i jeszcze ten cudowny konkurs finałowy w Bischofshofen.

Czy to oznacza, że zacznie się kolejna „mania” na punkcie skoczka. Czy podobnie jak w innych, wypadkach wystartuje okres karnawału, totalnego hopla na punkcie Kubackiego?

Chyba jednak nie.

W latach siedemdziesiątych przez Polskę przetoczyła się „Fibakomania”. Ludzie dostali totalnego świra na punkcie tenisa ziemnego. Zdarzył się nawet przypadek, kiedy załoga fabryki „Stilon” przekazała miastu zrobione przez siebie korty tenisowe w parku Kopernika w Gorzowie Wielkopolskim. Oczywiście na fali sukcesów Wojciecha Fibaka.

„Manie” piłkarskie to inna kategoria, ale mechanizm jest taki sam jak w przypadku pozostałych dyscyplin sportowych. Szaleństwo na puncie Górnika Zabrze z Lubańskim w składzie, owładnęło całą Polskę. Sukcesy drużyny Górskiego rozpalały do czerwoności głowy starszych i młodszych. Fabryki na czas meczów stawały, osiedla zamierały. Rodziny wraz z sąsiadami i znajomymi przykuwały się do odbiorników telewizyjnych emocjonując się piłkarzami, balansując przy tym na krawędzi histerii i choroby psychicznej.

Skoki narciarskie to oczywiście fenomen „Małyszomanii”, którą widać było we wszystkich aspektach życia. Od kulinariów (bułka z bananem) po uniesienia niemal religijne (słynne pielgrzymki pod dom rodzinny Małyszów w Wiśle). Zwiedzano miejsca gdzie mistrz skoków jadł obiady i gdzie spędzał urlopy. Rozłożono jego życie na kawałeczki i tymi cząstkami karmiono Polaków wiecznie głodnych wszelkich o nim wiadomości. Wyobraźmy sobie cały kraj jako gniazdo z wygłodniałymi pisklakami chwytającymi w dzioby wszystko co tylko dało się przełknąć. Wszystko, co było jakkolwiek związane z Małyszem.

Szał jednak zawsze po jakimś czasie mija. Para z gorącego czajnika uchodzi i co pozostaje? Powinni na tym bitewnym polu stać spadkobiercy. Kontynuatorzy, którzy pociągną dalej ten zaprzęg.

Nie zawsze się to udaje. W przypadku Fibaka, możemy być zgodni, że mimo chęci nie udało się znaleźć tych którzy ponieśliby polski tenis do niebiańskich sukcesów. Piłkarzom się udało. Po Deynie, Lacie i Lubańskim przyszli Boniek, Smolarek i Janas. Nic to, że później było słabo. Efekt „manii” Górskiego zadziałał. Skoki od czasów Małysza to nasza narodowa dyscyplina sportu. Kamil Stoch w pewnych sprawach nawet przerósł swojego mistrza. Drużyna lata jak bezusterkowy odrzutowiec. Tłucze medale imprez mistrzowskich jak najlepszy kowal w kowadło.

Dlatego właśnie nie będzie szału na punkcie Kubackiego. Jesteśmy za dobrzy. Od tych chłopaków oczekuje się sukcesu. I owszem jest to wspaniałe, ale zapomnijmy w tym wypadku o romantycznej drodze do sukcesu… A bez tego o dziki szał na czyimś punkcie jest naprawdę trudno…

FreshMail.pl