Wracamy do Was z zapowiadaną drugą częścią wspominkowego tekstu na temat Jana Pawła II i jego sportowych pasji. W pierwszej części (do przeczytania TUTAJ) było m.in. o Cracovii i Liverpoolu, a dziś… Zapraszamy do lektury!

fot. ARENA

„Socios” Barcelony i Realu – „Batistuta historii XX wieku”

Jan Paweł II łamał wszelkie schematy i konwenanse, czego dał dowód m.in. 29 października 2000 roku. Wówczas to, jako pierwszy papież w historii kościoła katolickiego, kibicował zawodnikom na Stadionie Olimpijskim w Rzymie, podczas meczu Włochy – Reszta Świata. Przed meczem, gdy reprezentacyjna orkiestra karabinierów grała włoski hymn narodowy, Ojciec Święty wstał jak wszyscy kibice. Tak mu się mecz spodobał, że zmienił wcześniej ustalony plan i zamiast opuścić stadion w przerwie, zrobił to dopiero po końcowym gwizdku, wraz z ponad 60-tysięcznym tłumem, czym wprowadził spore zamieszanie wśród papieskich ochroniarzy.

Jan Paweł II zasłynął także z tego, że jako pierwszy papież był honorowym członkiem FC Barcelony i Realu Madryt – dwóch zwaśnionych ze sobą od lat największych hiszpańskich klubów. Co roku, jak każdy „socios” (z hiszp. – kibic) otrzymywał karnet na cały sezon, oczywiście z numerem jeden. W grudniu 2000 roku ówczesny prezes AS Romy Franco Sensi, nazwał Ojca Świętego „Batistutą historii XX wieku”, porównując papieża Polaka do argentyńskiego napastnika rzymskiej drużyny – Gabriela Batistuty, popularnego „Batigola”. – Ale to nie tylko gracz ataku, który dzięki swym zdolnościom i intuicji rozwiązał wiele trudnych problemów – mówił szef „Giallorossich”. – To także prezydent klubu, który prowadzi swą drużynę – Kościół – i kiedy trzeba, rozmawia z nią za zamkniętymi drzwiami – podkreślił wówczas Sensi.

„Ależ proszę pani, ja jestem księdzem”

Piesze wędrówki były ulubioną formą spędzania wolnego czasu najpierw księdza Wojtyły, a potem Jana Pawła II. Kochał góry, a najbardziej nasze Tatry, Beskidy i Bieszczady, gdzie czuł się najlepiej i jak sam twierdził – „tam łatwiej się było modlić”. Kiedy Ojciec Święty zasiadł na tronie Stolicy Piotrowej, częstym miejscem jego wycieczek były włoskie Dolomity i Alpy. Jednak najbardziej bliskie mu były Tatry, z którymi wiąże się pewna anegdota.

Ksiądz Wojtyła wybrał się na wycieczkę po górach, ubrany na sportowo, niczym nie wyróżniał się od innych turystów. Kiedy zorientował się, że nie ma zegarka, postanowił zapytać o godzinę opalającą się przy szlaku młodą kobietę. Gdy zbliżał się do niej, ta zapytała: – Zapomniało się zegarka, co? – A skąd pani wie? – odparł zaskoczony Wojtyła. – Z doświadczenia. Jest pan już dziś dziesiątym, który dziwnym trafem nie ma zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponujecie winko, jakiś dancing… – Ależ proszę pani, ja jestem księdzem – odparł zmieszany Wojtyła. – Wie pan, wydawało mi się, że podrywano mnie już na wszystkie możliwe sposoby, ale na księdza to jest pierwszy raz – odrzekła rozbawiona kobieta.

„W Polsce 50 procent Kardynałów jeździ na nartach”

Narciarstwo było kolejnym sportem, który Karol Wojtyła uprawiał od młodości i nie zaniedbał go nawet po wyborze na papieża. Najchętniej szusował po polskich stokach, ale także po alpejskich ścieżkach narciarskich. W czasach, kiedy w Polsce oprócz Kardynała Karola Wojtyły był jeszcze Kardynał Stefan Wyszyński, przyszły papież w jednej z rozmów z włoskimi dziennikarzami powiedział: „W Polsce 50 procent kardynałów jeździ na nartach”. Kiedy jeden z żurnalistów zauważył, że Polska ma tylko dwóch kardynałów, Wojtyła z uśmiechem dodał: „Ma pan rację, ale z nas dwóch to Kardynał Wyszyński nie jeździ na nartach”.

Kolejna anegdota związana z narciarstwem także pochodzi z czasów, kiedy Wojtyła był kardynałem w Krakowie. Zapytano go wówczas czy to uchodzi, by kardynał jeździł na nartach. Na tak zadane pytanie, przyszły papież odpowiedział w swoim stylu: „Jedyne co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach!”

Po wyborze na papieża, już jako Jan Paweł II, wciąż pozostawał wierny swojej pasji i odwiedzał w zimie włoskie stoki narciarskie. Kategorycznie zabroniono Mu jazdy na nartach dopiero w 1993 roku, kiedy to Ojciec Święty nieszczęśliwie upadł i doznał poważnej kontuzji – zwichnął sobie prawy bark.

„Przesiadłem się z kajaka na Łódź Piotrową”

Karol Wojtyła aktywny wypoczynek uznawał za rzecz niezwykle ważną i oprócz wyżej wspomnianych form spędzania wolnego czasu, uwielbiał także spływy kajakowe, które wśród młodzieży studenckiej krakowskiego środowiska z czasem urosły do miana legendy. Organizatorem tych spływów był przyjaciel Wojtyły Jerzy Ciesielski, absolwent krakowskiej Wyższej Szkoły Wychowania Fizycznego i Politechniki. Najchętniej grupa studentów pod wodzą przyszłego papieża odwiedzała Pojezierze Drawskie (dziś wiedzie przez nie Szlak Kajakowy Księdza Kardynała Karola Wojtyły), gdzie swój początek miały niezwykłe Msze Święte przy ołtarzu z kajaków, a za Krzyż służyły splecione ze sobą wiosła. „Grupa kajakowa” organizowała także spływy rzeką Rurzycą, Słupią, Brdą i Wdą (tu także powstał szlak Śladami Jana Pawła II). Podczas jednej z takich wypraw Wojtyła dowiedział się o swojej biskupiej nominacji, a po wyborze na papieża powiedział swoim przyjaciołom, że „przesiadł się z kajaka na Łódź Piotrową”.

„Pole position na drogach ludzkości”

Jan Paweł II lubił samochody i prędkość. W 1988 roku goszcząc w fabryce Ferrari w Modenie, otrzymał do dyspozycji model cabrio, który natychmiast postanowił wypróbować. Wieziony przez syna założyciela słynnej fabryki Piero Ferrari, okrążył tor we Fiorino koło Modeny, pozdrawiając na stająco z tylnego siedzenia sportowego samochodu liczny tłum wiernych.

Natomiast 17 stycznia 2002 roku Ojciec Święty przyjął na prywatnej audiencji zespół Ferrari, wraz z kierowcami Michaelem Schumacherem i Rubensem Barrichello. Papież powiedział wówczas: „Wasza obecność stanowi dla mnie okazję do przypomnienia o tym, jak ważny jest sport w dzisiejszym społeczeństwie. Kościół uważa aktywność sportową, uprawianą przy pełnym poszanowaniu obowiązujących zasad, za ważny instrument wychowawczy, zwłaszcza dla młodych pokoleń”.

Następnie Luca Cordero di Montezemolo, szef Ferrari i Fiata, wręczył papieżowi czerwony model-miniaturę najszybszego samochodu świata, wygrywającego wyścigi Formuły 1. – Janowi Pawłowi II, który od przeszło 26 lat zajmuje pole position na drogach ludzkości – powiedział Cordero di Montezemolo. – Dynamiczną siłą swego pontyfikatu Jan Paweł II przyspieszył bieg historii – odpowiedział po audiencji szef Ferrari dziennikarzom, uzasadniając prezent dla ojca Świętego.

„Ojciec Święty powrócił do domu Ojca”

2 kwietnia 2005 roku o godzinie 21:37 przestało bić serce Jana Pawła II. Tuż po 22:00 Arcybiskup Leonardo Sandri oznajmił wiernym na Placu Św. Piotra: O godzinie 21.37 nasz Ojciec Święty powrócił do domu Ojca. Zapadła cisza, a po chwili rozległy się oklaski i gromkie „Wiwat Papa!”

– Odszedł papież sportowców – stwierdził po śmierci Jana Pawła II prezes Włoskiego Komitetu Olimpijskiego Gianni Patrucci. Nie było w tych słowach żadnej przesady, po przez 26 lat pontyfikatu Karol Wojtyła, pierwszy w historii kościoła papież Polak, nie tylko sam był sportowcem, ale był także przewodnikiem duchowym dla sportowców.

Ojciec Święty w 1998 roku do polskich biskupów mówił: – Musicie o mnie powiedzieć, że był nie tylko papieżem, ale też jeździł na nartach i pływał w kajaku – a kto wie co jeszcze robił! Nawet od czasu do czasu łamał nogę…

Kiedy cały świat był pogrążony w smutku po śmierci papieża, w Polsce doszło do pojednania wielu środowisk, także zwaśnionych kibiców. Na stadionie Cracovii odbyła się Msza w intencji Jana Pawła II, z udziałem kibiców Pasów i Wisły, a także Hutnika. W Warszawie obok siebie w marszu pamięci szli kibice Legii i Polonii. Także kibice KSZO Ostrowiec i Korony Kielce podali sobie ręce na Świętym Krzyżu, na znak pojednania dla Ojca Świętego.

– Nie ukrywam, że mamy obawę czy nie nadwyrężymy autorytetu Jana Pawła II, jeśli akcja się nie powiedzie. Ale Papież powiedział „nie lękajcie się”. Chwała Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej i wszystkim mediom za propagowanie kulturalnego zachowania kibiców. Od dawna marzyłem, by mecze w naszym kraju rozpoczynały się modlitwą. I doczekałem się! – powiedział wówczas ksiądz Mirosław Mikulski.

Jego obawy nie okazały się bezpodstawne, bo pojednanie nie trwało zbyt długo. Trzy dni po obietnicach zgody, doszło do starć kibiców, o których Gazeta Wyborcza pisała tak: „Kieleccy szalikowcy, których do Ostrowca przyjechało blisko tysiąc, wywiesili na płocie płonące szaliki sympatyków KSZO. Prowokacja się udała. Fani gospodarzy odpowiedzieli gromkimi obraźliwymi epitetami i „Pojednanie dla Papieża” – pod takim hasłem PZPN nakazał rozegrać to spotkanie – można było włożyć między bajki. – Jestem zdruzgotany. Przegrał sport i cała idea pojednania – mówił po meczu smutny kapelan kieleckiego klubu ksiądz Krzysztof Banasik.

Świętokrzyscy kibice nie byli wyjątkami. Z atmosfery zgody kibiców wyłamali się też szalikowcy Legii Warszawa. Podczas wyprawy na mecz z Cracovią do Krakowa urządzili burdę na dworcu PKP w Kielcach. Obrzucili kamieniami stojące na parkingu samochody, wybijając szyby. Pociąg dwa razy się zatrzymywał, gdyż kibice zaciągnęli hamulec bezpieczeństwa…”

 

Tomasz Gawędzki

FreshMail.pl