11 lutego 1896 w Przemyślu urodził się Józef Kałuża. Człowiek, który rozsławił Cracovię w świecie, w pasiastych barwach strzelił 465 bramek w 404 meczach! Dziś przypada 123. rocznica jego urodzin…

 

Józef Kałuża, dziś legenda i najwybitniejszy piłkarz, a zarazem trener, jakiego Cracovia kiedykolwiek miała. Trafił do Cracovii całkiem przypadkowo: spotkał na Błoniach paczkę chłopaków, którzy kopali piłkę. Jednym z nich był Stanisław Mielech, ówczesny napastnik Pasów. Po latach tak swoje pierwsze spotkanie z młodym Kałużą wspominał Mielech: „Zdarzyło się na krakowskich Błoniach. Mieliśmy tam swoją paczkę, do której należeli: Przystawski, Domagalski, Świszczowski, Pałasiński, Tondos, Kowal i inni. Paczka nasza znana była na Błoniach jako najsilniejsza. Zdarzyła się nam raz sposobność rozegrania zawodów z dobrym przeciwnikiem, lecz nie mieliśmy pełnego składu. W tym momencie jakiś mały, niepozorny uczniak, przysłuchujący się naszym pertraktacjom z przeciwnikiem, ozwał się nagle:

– Ja mogę zagrać. Poprowadzę wam atak.
– A w jakiej paczce grywałeś dotychczas?
– W Podgórzu.

(…)

Zaczęła się gra i… tego dnia poznaliśmy Józefa Kałużę. Nim to był bowiem ów niepozorny uczniak. To, co on wówczas wyprawiał na boisku, było kunsztem, którego jeszcze nie znaliśmy. Grał inaczej niż my wszyscy. Piłka słuchała go, kleiła mu się do nogi. Rewelacją dla nas były jego strzały, ustawianie się do piłki, wybieganie na pozycję, wypuszczanie piłek łącznikom na przebój lub na skrzydła. Jego zagrania powiązały nasze bezplanowe indywidualne gierki i nadały im sens. Jak łatwo było przy nim zdobywać bramki. Od tego meczu zyskaliśmy w nim wodza i promotora naszych piłkarskich poczynań”.

Potem przedstawił cherlawego nastolatka Frantiskowi Kożeluchowi, trenerowi Pasów. Kożeluch, patrząc na umiejętności Kałuży, był pod takim samym wrażeniem jak Mielech i spółka. Zaryzykował i włączył młodziana od razu do pierwszej drużyny. Wystawił Kałużę do składu przeciwko BEAC Budapeszt. Cracovia w niedzielne popołudnie 7 kwietnia 1912 roku (Kałuża miał 16 lat) rozprawiła się z drużyną węgierską 5:0, a premierową bramkę w pasiastych barwach strzelił właśnie „Józio”, na 3:0. Publiczność piała z zachwytu, a wśród zawodników węgierskich Kałuża zdobył renomę i szacunek. *

* Fragment książki „Cracovia znaczy Kraków. Historia w Pasy”
Tomasz Gawędzki, Wydawnictwo SQN, 2016

Foto: Miniatura rzeźby Józefa Kałuży w zbiorach Muzeum Sportu i Turystyki

FreshMail.pl