Jest 15 dzień lipca 2017 roku. Qarabağ Ağdam rozgrywa mecz eliminacji Ligi Mistrzów z FC Kopenhaga. Jest ciężko, ale Azerowie wygrywają 1:0 i są blisko awansu do fazy grupowej. Przed meczem kolejki do kas gigantyczne, jak za kawą w czasach komuny. Ludzie się przepychają i walczą o swoje miejsce. Już wiadomo. Nie każdy wejdzie na stadion. Szał gestykulacji i krzyku. Nie może być inaczej, przecież to Kaukaz. Stadion nabity jak pluszowy Kubuś Puchatek pianką tapicerską. Potężny ryk przetacza się przez trybuny kiedy Mahir Madatov zdobywa bramkę. Ekstaza gorącokrwistych Azerów rozrywa zwyczajowy szum stadionu Tofiqa Bəhramova. Echo niesie się po okolicach ZOO i centrum stolicy Azerbejdżanu Baku.

commons.wikimedia.org

Dlaczego Baku? Przecież nazwa klubu mówi co innego. Qarabağ Ağdam powinien grać w mieście Ağdam. Czyżby stadion nie spełniał wymagań UEFA? Czyżby wyśrubowane normy bezpieczeństwa miały coś z tą sytuacją coś wspólnego? Może podróż w to miejsce jest niemożliwa? Wszystko to poniekąd prawda. Z drobną poprawką. Stadion i miasto zostały starte z powierzchni ziemi. Dziś to tylko kupa gruzów i dom dzikich zwierząt…

Przenieśmy się na kilka chwil do roku 1989. Ağdam liczy sobie według różnych danych od 30 do 50 tysięcy mieszkańców. Jest normalnie funkcjonującą stolicą okręgu administracyjnego w Górskim Karabachu. Klub piłkarski Qarabağ rozgrywa mecze na Stadionie Imrat. Jest jednym z najlepszych zespołów w Azerbejdżańskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej. Miasto, jak to w tej części świata bywa, kipi życiem. Ludzie handlują na ulicy czym się da. Można pójść do kina czy parku. Dzieciaki biegają do szkoły, staruszkowie siedzą na ławkach przed swoimi domami komentując rzeczywistość. Wydaje się, że jest zupełnie normalnie. To jednak tylko ułuda, która zostanie brutalnie spacyfikowana 4 lata później.

ZSRR przestaje istnieć, komunistyczna wydmuszka pęka. Ormianie biorą się za łby z Azerami. Przedmiotem sporu jest Górski Karabach. W większości zamieszkany przez chrześcijańskich Ormian, włączony światłą myślą czerwonych projektantów geopolityki do Azerbejdżańskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Zaczyna się wojna. Jedna z najmniej znanych Europejczykom i jednocześnie jedna z najbardziej okrutnych w XX wieku. Najpierw Azerowie urządzają rzeźnię Ormianom, później Ormianie Azerom. Koło nienawiści się zamyka. Nikt dla nikogo nie ma litości. Kiedy Karabach ogłasza niepodległość, wojska azerskie wkraczają do regionu i zajmują go. Chwilę później muszą się z wycofać z zajętych terenów gdyż miejscowi Ormianie, przy wsparciu Armenii rozpoczynają kontrofensywę. W czerwcu 1993 roku rozpoczyna się oblężenie Ağdam. W wyniku działań bojowych z miasta nie pozostaje kamień na kamieniu. Zmasowany ostrzał artyleryjski rujnuje wszystko co ma w zasięgu. Ormianie zajmują ruiny tego co jeszcze nie tak dawno było stolicą okręgu. Karabach staje się niepodległym państwem. Państwem, którego nikt na świecie nie uznaje. Nawet Armenia. Wojna się nie kończy, cały czas toczą się walki. Raz z mniejszym, raz z większym natężeniem. Dziś w Ağdam żyje około 400 mieszkańców. Cały czas w strefie wojny. Cały czas w niepewności co może zdarzyć się jutro…

 

Norbert Tkacz

FreshMail.pl