Źródło: TrybunaVip

To będzie tekst o dwóch gościach. Jeden i drugi jest sportowcem. Zawodowiec i amator. Łączy ich uprawiana przez nich dyscyplina i jakiś magiczny upór. Miłość do piłki i boiska, która mimo wieku napędza ich do grania. Piszę piłka i boisko, a Państwo pewnie myślą, że powstaną kolejne wynurzenia o futbolu. Muszę tych, którzy poszli tym tropem srogo rozczarować. Tym razem zajmę się czymś bardziej poważnym. Opuszczam na chwilę krainę gdzie piłkarzyki uznają symulację i teatr za element gry, a wkraczam tam, gdzie postawne chłopy depczą korami sobie po głowach i wstają jakby nigdy nic, a decyzja sędziego to świętość. Tak moi Państwo. Będę pisać o rugbistach.

I to nie byle jakich rugbistach. Ci są wyjątkowi, bo walczą z nieznośnie przemijającym czasem jak mangusta z jadowitym wężem. Pierwszy urodził się w polinezyjskim królestwie Tonga. Konkretnie w małej wiosce Malapo. Jak rozpoczął grać w latach dziewięćdziesiątych, tak do teraz biega po boisku. Napiszę więcej, biega po boisku zawodowo w zawodowej lidze. Mowa tu o Taufa’ao Filise. Zawodniku Cardiff Blues z Pro14 (dawniej Pro12), jednej z najsilniejszych lig rugby na świecie. W roku 2017 podpisał kontrakt, który pozwolił mu, zostać najstarszym zawodnikiem w historii zawodowego rugby na Wyspach Brytyjskich. Pobił rekord wieku należący do Brada Thornsa z angielskiej Aviva Premierschip, który wynosił 40 lat i 109 dni.
Skromy jest ten facet trzeba przyznać. Po podpisaniu kontraktu powiedział, że to jego ostatni sezon, ponieważ gra na tym poziomie, to już nie na jego wiek. Choć przyznał, że ogólnie czuje się doskonale, a kontuzje, całe szczęście dla niego, omijały go.
Drodzy Państwo, pamiętajmy, że cały czas mówimy o rugby. Dyscyplinie o niebo bardziej kontaktowej niż piłka nożna. Trzeba być twardym jak skała granitowa żeby w takim wieku utrzymać się na zawodowym poziomie.

Taufa’ao Filise to niezwykły zawodnik, jednak postać drugiego rugbisty i jego opowieść życiowa powoduje, że człowiek na chwilę zamiera, a żuchwa sama opada do poziomu wód gruntowych. John Goldman to najstarszy zawodnik na świecie, czynnie uprawiający rugby. Występuje w amatorskim klubie Mill Hill RFC i liczy sobie 77 wiosen! Facet dwa razy wygnał raka ze swojego organizmu, wszczepiono mu bajpasy, przeskoczył kilka poważnych operacji i… Gra!
Sam mówi, że poważnie wziął się za rugby w wieku 50 lat. Jego żona widząc, że po raz kolejny siedzi przed telewizorem oglądając mecz powiedziała, żeby dał sobie z tym spokój i sam poszedł na boisko. John się długo nie zastanawiał i jak żona kazała tak zrobił. Podobno tajemnicą jego świetnego przygotowania do meczów są spacery z psem, podczas których kręci kółeczka wokół drzew. Wspomina, że jego najtrudniejszym meczem było spotkanie z Thurrock. Wielcy jak góry przeciwnicy, deszcz i zimno dały mu w kość. Ale i tak po meczu razem w pubie pili piwo…
To prawdziwy sportowiec. To prawdziwy twardziel. Mityczny bohater z krwi i kości. Taki Ronaldo powinien mu buty pastować!
Zresztą, co tu długo się rozwodzić. Obydwaj panowie są nie do zdarcia. Przy nich płytka gresowa do zabawka dla dzieci…

FreshMail.pl