Na terenie odrodzonej Rzeczpospolitej jak grzyby po deszczu powstają nowe kluby piłkarskie. Następuje okres w którym sport jest narzędziem walki politycznej, rasowej, narodowościowej, a nawet religijnej. Co za tym idzie atmosfera na trybunach staje się napięta, a każdy mecz to pretekst do konfrontacji ze swoimi ideowymi przeciwnikami. Krótko mówiąc, leje się każdy z każdym. Polscy nacjonaliści tłuką się z polskimi socjalistami, syjoniści z bundowcami. Przedstawiciele poszczególnych nacji Rzeczpospolitej przez rywalizacje na boisku i awantury stadionowe próbują udowodnić swoją wyższość nad przeciwnikami. Skomplikowana sytuacja polityczna w kraju ma swoje bezpośrednie przełożenie na życie sportowe.

Naturalnie nie należy generalizować i każdego spotkania piłkarskiego traktować jako terenu walki ideologicznej, jednak w dwudziestoleciu międzywojennym wydarzeń tego rodzaju było sporo. Awantury zdarzają się nie tylko podczas spotkań najważniejszych klubów. Dotyczy to również mniejszych organizacji piłkarskich , grających w niższych klasach rozgrywkowych.

28 sierpnia 1921 roku w Bielsku odbywał się mecz krakowskiej Jutrzenki z miejscowym Hakoah. Spotkały się dwa kluby reprezentujące społeczność żydowską, jednak jak się okazało, w żaden sposób nie wpłynęło to na kulturalny przebieg zawodów. Wręcz przeciwnie. Namiętności polityczne zdecydowanie wzięły górę nad jednością narodową. Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że Jutrzenka kojarzona była z lewicową partią Bund, a Hakoah to przedstawiciel ruchu syjonistycznego. Przegląd Sportowy tak napisał o tym meczu:„ Dziwić się tylko można sędziemu, że przy takich awanturach graczy i publiczności zdołał zawody do końca doprowadzić. Efekt końcowy był taki, że garść fanatyków Hakoah, którzy się zdaje chcieli z Jutrzenką załatwić spory polityczne, przybrali wobec graczy Jutrzenki jak i też wobec sędziego groźną postawę. Dopiero licznie zebrani oficerowie i żołnierze, członkowie Sturmu i Kol. Sędziów z p. Bannertem na czele stanęli w ich obronie. Jednego z awanturników odstawiono w inspekcje policji.” Efektem tej sytuacji był niecodzienny fakt rozegrania następnego meczu tych drużyn przy pustych trybunach. Jeśli już jesteśmy przy drużynach żydowskich, trzeba uczciwie napisać, że w dziedzinie chuligaństwa stadionowego były one bardzo aktywne i w niczym nie ustępowały Polakom czy Ukraińcom. Na przykład  tego samego dnia, czyli 28 sierpnia 1921 roku odbywał się mecz między ŻKS Bar-Kochba Rzeszów i JKS Czarnymi Jasło. Został on przerwany na 15 minut przed końcem zawodów ze względu na buzujące nastroje kibiców, wynikające z ogromnej przewagi piłkarskiej zawodników z Jasła. Sytuację podgrzał dodatkowo sekretarz Bar-Kochby Kleinman nazywając Czarnych bandytami. Jeden zawodników z Jasła dostał laską w twarz, a reszta zawodników musiała  uciekać z boiska. Trzeba przy tej okazji wspomnieć również o „Świętej Wojnie” między politycznie skonfliktowanymi dwoma największymi klubami klubami żydowskimi Krakowa Jutrzenką i Makkabi.

Równie „wesoło” było kiedy rozgrywały mecze drużyny, których kibice rekrutowali się z sympatyków endecji, lub innych organizacji nacjonalistycznych. Zapomnianym, choć najstarszym klubem piłkarskim Warszawy jest Korona (1909, reaktywowana w 2011). Jej kibice słynęli ze swoich chuligańskich dokonań. Na przykład, podczas meczu z Makkabi Warszawa (1926) grupa zwolenników tego klubu napadła sympatyków klubu żydowskiego i w okrutny sposób tłukła ich pałkami i kamieniami. Zawodnikom Makkabi również się dostało, więc w proteście opuścili boisko.

Właśnie z powodów ideologicznych powstał najsłynniejszy w Polsce antagonizm klubowy między Wisłą i Cracovią. Z dzisiejszego punktu widzenia trudno jest uwierzyć, ale na początku działalności kluby te się wspierały. Oczywiście rywalizowały sportowo z niesłychaną zaciętością. Przywiązanie do barw klubowych kibiców było ogromne. Jednak sympatycy jednych i drugich odnosili się do siebie normalnie, całkowicie pokojowo. Mur nienawiści rósł powoli wraz z upływającym czasem. Cracovia stała się klubem otwartym na mniejszości narodowe, liberalnym. Wisła zaś poszła w stronę przekonań prawicowych ze szczególnym uwzględnieniem endeckich. Mimo to awantury między kibicami tych drużyn nie przyjmowały przed drugą wojną światową form rozruchów na dużą skalę. Naturalnie małe potyczki i nieporozumienia się zdarzały. Wyzwiska leciały w stronę przeciwników obficie i były niezwykle soczyste. Legenda Wisły Henryk Reyman wspomina, że jedną z najbardziej dramatycznych sytuacji w derbach Krakowa przeżył, gdy po którymś z meczów podbiegła do niego wściekła jak byk na Korridzie zwolenniczka Cracovii i z całych sił wykrzyczała mu w twarz:” Ja bym ci za tę bramkę wydrapała oczy!!!”.

Ważnym składnikiem tego polityczno-ideologicznego bigosu są awantury stadionowe powodowane niechęcią między nacjami Rzeczpospolitej. Najsłynniejszym chyba przykładem takich rozruchów jest mecz rozegrany w Katowicach 25 września 1927 roku między 1FC Katowice i Wisłą Kraków. Rozegrany był w dramatycznych okolicznościach, ponieważ właśnie to spotkanie decydowało o mistrzostwie Polski. Publiczność niemiecka, której reprezentantem był klub z Katowic zbulwersowana decyzjami sędziego (zarzucano mu stronniczość na korzyść Polaków)  i zirytowana bramkami Wisły wpada na boisko. Aby zachować porządek musi wkroczyć konna policja. Tak to wspominają kibice Wisły Rudolf Piekurski i Bronisław Natanek: „ Niemcy wtargnęli na boisko, musieli interweniować ‚kirasjerzy’ na koniach. Ale wracało się do Krakowa uroczyście, z muzyką. Byli to czasy, byli”. We współczesnych standardach, mecz ten nie bez kozery zostałby nazwany meczem podwyższonego ryzyka.

Problemy narodowościowe na stadionach spotykano w całej Polsce. Miedzy innymi kipiącym jak kocioł nad ogniskiem miejscem był Lwów. W stolicy Galicji ścierały się szczególnie ze sobą ambicje żydowskie, polskie i ukraińskie. Miało to oczywiście przełożenie na to co działo się na stadionach i wokół nich. Czarną kartą relacji między tymi narodami była seria podpaleń stadionów piłkarskich. W roku 1930 płonie siedziba Czarnych Lwów, potem z dymem idzie Ukraina. W końcu rok 1932 przynosi zniszczenie stadionu Hasmonei. O te niecne czyny w przypadku Czarnych podejrzewa się nacjonalistów ukraińskich, w przypadku Ukrainy polskich. Jeśli zaś chodzi o żydowską Hasmoneę podejrzani są wszyscy…

Prawda o tamtych czasach jest również taka, że nie brakuje w II Rzeczpospolitej także zwykłych, trywialnych, bez żadnego podtekstu narodowego czy politycznego wybryków chuligańskich. Kiedy w roku 1930 do Łodzi przyjeżdża drużyna Cracovii na decydujący o tytule mistrza Polski mecz atmosfera jest bardzo napięta, a zawodnicy dla siebie bezlitośni. Pod koniec spotkania dochodzi do dantejskich scen. Tak je przedstawia korespondent Przeglądu Sportowego:” Następuje incydent pomiędzy Stollenwerkiem i sędzią, który niesfornego gracza sprasza z boiska, targi trwają długo i dopiero interwencja członków zarządu klubu pozwala prowadzić dalej grę. Tymczasem publiczność wkracza na boisko, zajmując wrogą postawę przeciwko osobie sędziego. Sędzia mecz przerywa i wznawia go po pięciu minutach, kiedy policja usunęła awanturujących się widzów. Dalsza gra upływa wśród olbrzymiego zdenerwowania zarówno graczy, jak i widowni. Wśród ogłuszających okrzyków wrogo usposobionej publiczności mecz się kończy. Sędzia schodzi z boiska pod silną zasłoną policji i graczy obu drużyn, a jednak nie może powstrzymać bandy łobuzów, w rezultacie Otfinowski otrzymuje silne uderzenie w głowę”. Nadmienię, że mecz wygrała drużyna krakowska i zdobyła tytuł mistrza Polski.

W roku 1931 dochodzi do spotkania dwóch drużyn krakowskich: Wawelu i Podgórza. Mecz jest nadzwyczaj brutalny, trzeszczą kości, łokcie pracują, a krwiaków nikt nie jest w stanie zliczyć. Przy stanie 0:0, na 20 minut przed końcem meczu sędzia Ganda dyktuje rzut wolny dla Podgórza. Wzburzona publiczność wpada na boisko. Ponieważ rozróby nie da się opanować, zawody zostają zakończone.

Są drużyny których kibice w pocie czoła wypracowują sobie opinię szczególnie brutalnych. Na meczach Pogoni Lwów, Warty Poznań, Junaka Drohobycze czy Kresów Tarnopol było niemal  pewne, że dojdzie do rozrób i awantur.

Władze piłkarskie próbowały walczyć z tego rodzaju ekscesami. Nakładano kary finansowe, zawieszano działaczy, zamykano stadiony. Niektóre kluby starały się „odpolitycznić” opinię o sobie. Jutrzenka Kraków w roku 1921 wydaje oświadczenie w którym stwierdza, że klub posiada tylko charakter sportowy i obce im są sprawy polityczne, dodając, iż wszyscy, bez względu na przekonania i narodowość mogą w Jutrzence trenować. Postulują jednocześnie o sport bez polityki.

W gazetach pojawiają się liczne artykuły potępiające ekscesy na stadionach piłkarskich. Przegląd Sportowy publikuje w roku 1931 artykuł pt.”Wytępić brutalność na boiskach piłkarskich”. Autor, inżynier pisze o zdziczeniu obyczajów i domaga się surowych kar dla graczy i klubów. Jak widać analogi z dzisiejszym futbolem jest całe mnóstwo…

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że rozróby boiskowe to nie tylko Polska tradycja. W tamtym okresie historycznym tego rodzaju przypadki zdarzały się prawie na całym świecie i wybuchały z różnorakich często komediowych powodów. Na przykład w roku 1921 niemiecki zespół z czeskiego miasta Most wpadł na niezwykły pomysł jak zasilić kasę klubową. Ogłosił, że rozegra mecz z drużyną murzynów. O ile w dzisiejszych czasach nie jest to żadną atrakcją, to w latach 20, w Czechach, była to ogromna sensacja. Obiekt zapełnił się do ostatniego miejsca, tłumy ludzi waliły na stadion z miasta i okolic. W trakcie gry okazało się, że drużynie czarnoskórych zaczyna spływać farba z twarzy. W ten sposób wyszło na jaw oszustwo. Zawodnicy podobnie jak Pawlak w filmie „Nie ma mocnych” próbował świnię na dzika przerobić, próbowali z kolegów czarną farbą zrobić murzynów. Takiej zniewagi publika przełknąć nie mogła i dotkliwie pobiła piłkarzy. Tak przynajmniej opisał ten przypadek Przegląd Sportowy.

Przytoczone tu wypadki awantur meczowych to tylko czubek góry lodowej. Tak naprawdę gdyby chcieć opisać kompletnie historię agresji stadionowej trzeba by było poświęcić temu zagadnieniu grube tomiszcza. Z drugiej strony nie chciałbym, aby czytelnicy odnieśli mylne wrażenie wszechobecności awantur na przedwojennych stadionach. W przeważającej ilości meczów piłkarskich panował spokój, a nierzadko atmosfera była niemal dżentelmeńska. Nawet jeśli spotykały się ze sobą drużyny, których kibiców dzieliła narodowość i światopogląd. Emocje, krzyki, płacz, rwanie włosów z głowy występowały zawsze. Bójki i rozróby zdecydowanie nie…

Inne opowieści sportowe znajdziecie w książce  „Jak to był naprawdę”, którą można kupić tutaj.

FreshMail.pl