NOS: Lubi pan piłkę nożną? Konkretnie polską piłkę nożną?

Jeżeli chodzi o piłkę to my się w ogóle do niej nie nadajemy. Polacy nie powinni grać w piłkę, ponieważ nie mają w sobie gibkości latynoskiej. Takiej jak Hiszpanie czy Włosi. Byłem niedawno w Alicante i razem z Anią i jej córeczką czekaliśmy na autobus. Widziałem jak mały chłopak, chucherko 7 czy 8 letnie z papieru zrobił sobie piłkę i na betonie wyprawiał cuda. Jak on się ruszał dookoła tego, to była bajka. Tego nie ma żaden Polak, a jeśli już to bardzo rzadko. Nasze nieliczne sukcesy, Orły Górskiego, one potwierdzają tylko tezę, że my się do tego nie nadajemy.

NOS: Z drugiej strony są przecież Niemcy. Totalnie bez tej latynoskiej finezji.

Właśnie. Oni mają dyscyplinę, której my też nie mamy. To, że raz i drugi trzecie miejsce na mistrzostwach świata… Nie no, chłopaki, jeżeli ja oglądam Barcelonę czy drużyny niemieckie albo angielskie, no przecież oni bez przerwy grają. Co niby nie zmęczeni są do cholery? Nasi? Gdzieś mają przygotowania, ładują akumulatory jakieś kurwa nie wiadomo po co. A tamci nic tylko grają, grają, grają i jakoś szybciej biegają od naszych.

NOS: Postawił pan tezę, z którą można śmiało polemizować. Że południowcy są gibcy, finezyjni, sprytni, techniczni. A tacy Węgrzy od praktycznie początków współczesnego futbolu byli absolutną czołówką światową i czarowali jak mało kto. Choć teraz praktycznie tego po nich nie widać.

Nie zapominajcie, że Węgry to Azja. Ich korzenie nie są europejskie. To nie są Słowianie. Oni mają dzikość pewną w sobie. Poza tym to sprawa pewnego wysypu talentów. Byłem w Zakopanem akurat, kiedy polscy piłkarze mieli wyjeżdżać do Niemiec na mistrzostwa w 1974 roku. Oni wtedy byli całkowicie anonimowi dla świata. Kto wiedział kim jest Gadocha, Maszczyk jakiś. A wróciło jedenaście gwiazd, czyli wysyp talentów. To samo zresztą tyczy się mojego zawodu. Trochę teraz mniej się tym zajmuję, bo więcej piszę. Wydałem książkę. Nie zajmuje się teatrem, nudzi mnie kino. Nie mniej, kiedy obserwowałem co się dzieje w moim środowisku to zauważyłem, że jest wysyp talentów. Był taki moment, kiedy pięćdziesięciolatkowie szli taką ławą. Tam był Władek Kowalski, Daniel Olbrychski, Jan Englert, Pszoniak, Fabisiak jeden i drugi, Jurek Radziwiłowicz, Trela. Raptem wyszedł jakiś nieprawdopodobny wysyp wielkich talentów. I mijają lata, a czegoś takiego w tej chwili nie ma. Gdzieś jest Więckiewicz, ale honoru mojej profesji bronią starzy mistrzowie tacy jak Gajos, jak Frycz. Oni jeszcze zaświadczają, że mój zawód jest zawodem twórczym. Że to są artyści, bo granie dzisiaj, przy tych możliwościach technicznych jakie posiadamy, to nic nie oznacza. Na dobrą sprawę w serialu może zagrać każdy. Nawet nie musi umieć tekstu na pamięć, dlatego, że ma prompter za kamerą. Raz myślałem, że zwariuję, zauważyłem, że jakaś dziewczynka, miałem z nią zbiorową scenę, ma taki dupny telefon. Pomyślałem, co ona tak grzebie w nim? Okazuje się, że ona tekst tam ma. Oni nawet nie umieją na pamięć się nauczyć. Stąd też mamy aktorów jakich mamy i taką widownię jaką mamy. Bo to jest wspólne odziaływanie na siebie. Widownia wychowuje aktora, a aktor widownię. Jeżeli patrzysz na serial, jak oni grają i myślisz, ja też tak mogę. No to każdy może. A jak każdy może to znika maestria, sztuka. Kiedyś mi Boguś Łazuka zwrócił uwagę, mówi, popatrz Janek co się powyprawiało. Święci tryumfy nie rezultat, tylko dochodzenie do rezultatu. Powiedział to, bo był taki program o gwiazdach, które jeździły na lodzie. Pomijam fakt, że jestem z branży, a połowy w ogóle nie kojarzyłem. Oni nie umieli jeździć. Ale to stanowiło wartość. Ktoś sobie złamie nogę, to jest dodatkowy gorący news. Czyli nieszczęście, brak umiejętności staje się walorem. Podoba się nieudaczność…

NOS: To jest jakaś analogia do naszej piłki nożnej?

Nasza piłka… Ja nie chodzę już na mecze. Nie dlatego, że się tak buntuję przeciwko niej, bo to jest przyjemnie palić dobrego papierosa i patrzeć jak dwudziestu często starszych panów w majtkach biega po błocie i udaje, że umieją grać w piłkę. Jest w tym nieprzyjemna podnieta, że takie to głupie. Oczywiście sentymenty, które się ma z dzieciństwa, z młodości. Kiedy się chodziło na Wisłę z kumplami, z Jurkiem Fedorem, Krzysiem Litwinem. Można było wziąć ze sobą flaszeczkę. Nic się nie działo. Nikt nikogo nie obmacywał przy wejściu, nikt nikogo nie obrażał. Obelgą było „sędzia idź kanarki doić” a nie „ty chuju” jakieś czy ty „ubeku”. Na Cracovię też chodziłem. Mieszkałem na ulicy Focha, przy samych Błoniach i miałem blisko obydwa kluby, więc, że nie byłem z Krakowa to kibicowałem obydwóm zespołom. Denerwowało mnie jak kibice Wisły byli zadowoleni, gdy przegrywała Cracovia i odwrotnie oczywiście. Nie cierpię tych prowincjonalnych napięć. Ale w pewnym momencie przestałem chodzić na ulicę Kałuży, bo zobaczyłem 14 letnią dziewczynkę bluźniącą jak szewc. Obok niej siedzi ojciec i słucha jak kurwami i chujami rzuca to wyszedłem, bo myślałem, że się wyrzygam.

Ale teraz poszedłbym na mecz. Usiadłbym, zapaliłbym papierosa. Tyle że już nie tak, jak się wtedy chodziło. Panowie rozmawiacie z człowiekiem który Szymanowskiego, Musiała zna od chłopięctwa. Adasia Nawałkę, który chodził z dziewczyną Kasią za rękę po Lasku Wolskim. Jeszcze wtedy juniorem był. Tak że bardzo dawno związany jestem z tym sportem. Barbara, matka mojego syna zresztą pracowała na Wiśle. Przyjaźniłem się z Gonetem, który już nie żyje. Przyjaźnię się z Sarnatem. Zawsze, kiedy gra Barcelona jesteśmy w kontakcie ze sobą i sobie komentujemy przez telefon.

Ekipa Blog358 i Niezwykłych Opowieści Sportowych z Janem Nowickim

NOS: Porozmawiajmy o piłkarzach kiedyś i dzisiaj. Bardzo przeszkadza u współczesnych sportowców taka swego rodzaju buraczaność. Czasami brzmi to jakby brak im było takiej podstawowej wiedzy o świecie i ludziach. Czy w porównaniu z piłkarzami z lat, które pan pamięta, współcześni wypadają gorzej pod tym względem?

Albo masz rację, albo źle trafiłeś. Ja tego tak nie odbieram. Uważam zupełnie coś innego. Ci chłopcy są, oczywiście nie tacy jak Baszyński czy Frankowski, ale oni są generalnie zdemoralizowani w świecie. Jest określona ilość dóbr do podziału, ludzie się dzielą tym co ma świat. Tym co wyprodukował. Co jest w bankach. Powinni się dzielić. Dawać tym którzy są biedniejsi, którzy mają mniej. Natomiast oni w tej grze, która się przyjęła, bo jest strasznie prymitywna i każdy się na niej zna, są demoralizowani od początku. Inaczej demoralizowani u nas, inaczej na zachodzie. Tam wybiera się prawdziwy talent, daje się go do porządnej szkółki w Barcelonie na przykład i się takiego małego Messiego potem produkuje. A u nas… A u nas idą do drużyny i muszą od razu wygrywać.

Gdybym ja mógł o czymkolwiek decydować w futbolu, to największym przewinieniem byłoby ciąganie się za koszulki. Ja bym za to dyskwalifikował. Wyrzucał z boiska natychmiast. Bardziej niż za tak zwany faul taktyczny. Mnie to po prostu ubliża. Jeżeli kupuję bilet i siadam na miejscu, a ktoś się zachowuje jak nieodpowiedzialny dzieciak w piaskownicy, to robi ze mnie, starszego pana idiotę. Przyszedłem zobaczyć piłkę, a tamten się za koszulkę ciągnie…  To jest niedopuszczalne. Tak jak niedopuszczalne jest chamstwo. Także na trybunach. Ale trzeba zdać sobie sprawę z tego, jak to chamstwo powstało. Z czego się wzięło. To jasne, że z uwarunkowań społecznych, finansowych. Na tym się mniej znam. Ale wiem jedno. Istnieje pewna zależność między brutalnym wślizgiem na boisku, a zachowaniem na trybunach. Jeśli ktoś może komuś tak stanąć na nogę, jak ten skurwysyn w Belgii Wasilewskiemu, to czemu się dziwić, że ktoś ławkę wyrywa albo podpala. Przecież to jest w gruncie rzeczy to samo. Tryumf hołoty, tryumf niby anonimowego tłumu.

NOS: Gdzieś wyczytaliśmy, że lubi pan Błaszczykowskiego. Czym on się różni od innych kopaczy w polskiej lidze?

Kiedyś napisałem, że gdybym chciał iść do nieba to z Błaszykowskim. Do piekła zresztą też. Pomińmy sprawy życiorysu i dramatu jaki przeżył, ale on pochodzi z biednej rodziny. Pamiętajmy, że nędza kreuje zło, a bida jest czymś fascynującym. Widzę to po sobie. Pochodzę z małego miasteczka i wiem jaka to jest fajna dama ta bieda. Jak ona mobilizuje. A Błaszczykowski to gość, który wie, że trzeba się z ludźmi dzielić. On o tym nie powie, ale czuje, że honoraria jakie otrzymywał na zachodzie były niesłuszne. Tak, tyle piłkarze zarabiają, ale to jest nad wyrost dużo. Dlatego on oddaje innym, pomaga. Skoro już jest mniej sił, żeby dać emocje piłkarskie, to może pomóc klubowi. Cała ta akcja z dziećmi. U niego to jest takie naturalne. To nie tak, że dla picu zakłada fundację, żeby coś pokazać. On po prostu to serce ma. To widać po jego twarzy nawet. Jestem absolutnie przekonany, że mniejsze serce dla ludzi ma Lewandowski. Jako człowiek oczywiście. On jest ulepiony z zupełnie innej gliny niż Kuba.

NOS: Uważa pan, że sport za czasów Górskiego był bardziej romantyczny? Było więcej sportu w sporcie?

Tak jak i życie było bardziej romantyczne. Także z powodu biedy. To jest dobry temat, dlatego że sport przez wyśrubowane rekordy lekkoatletów czy pływaków tak naprawdę przestał być sportem. Stąd też, kiedy chodziłem jeszcze na zawody na przykład biegowe, to widziałem wysiłek, taki ludzki czysty. Dla mnie jest znacznie ciekawsze, kiedy młodzi chłopcy w złym sprzęcie biegną te swoje 100 czy 80 metrów niż oglądać jakiś co biegają 9.9 na setkę. Co ja z tego mam? To jest emocja dla trenerów. Byli, przebiegli i tyle. Ja nie mam z tego nic. Te wyśrubowane rekordy powodują, że sport przestaje nas interesować. Rywalizacja dzieci czy ludzi z innych zawodów, to jest sens sportu. Te grubasy jak zapierdalają czerwoni na twarzy, jak walczą, jak się z tego cieszą, a potem idą na piwo. To jest coś. To jest radość.

Rozmawiali: Daniel Karaś, Norbert Tkacz i David Zeisky.

Pierwszą część wywiadu można przeczytać tutaj:

http://www.blog358.pl/hazard-jest-silniejszy-od-najsilniejszego-charakteru-jan-nowicki/

FreshMail.pl