Kamil Glik tuż przed wylotem polskiej reprezentacji do Rosji nabawił się urazu barku, który wykluczył go z udziału w mundialu. Powód? Prozaiczny – przewrotka na treningu. To jednak nie pierwszy przypadek, kiedy kontuzja przekreśliła marzenia piłkarza o grze z orłem na piersi podczas wielkiej imprezy.

Kamil Glik to najświeższy przypadek. Defensorowi kadry plany pokrzyżowały problemy ze zdrowiem, których zawodnik AS Monaco nabawił się przez własną… No właśnie – głupotę czy brawurę? Na ostatnim treningu w Arłamowie przed ogłoszeniem oficjalnego 23-osobowego składu na mundial, polscy piłkarze odbyli trening, który kończył się grą w siatkonogę. Zazwyczaj są to zajęcia serwowane na koniec, by piłkarze się rozluźnili i mogli chwilę pokopać dla przyjemności. „Glikson” to jednak człowiek, który wszystko traktuje poważnie, nawet taką gierkę. Stoper reprezentacji chciał efektownie zakończyć akcję i uderzyć piłkę z przewrotki, ale nie przewidział, że to może mieć opłakany skutek. Glik spadł na murawę tak niefortunnie, że uszkodził bark i pozbawił się tym samym szans na wyjazd do Rosji…

Podstawowy zawodnik Adama Nawałki to jednak nie jedyny pechowiec, który pożegnał się z wielką imprezą tuż przed jej rozpoczęciem. Wiele lat temu, w 1973 roku, cała Polska żyła kontuzją kolana Włodzimierza Lubańskiego, która ostatecznie wykluczyła go z udziału w mistrzostwach ’74 w RFN. Cztery lata później podobny dramat przeżywał śp. Stanisław Terlecki, który podobnie jak Lubański dosłownie rozwalił kolano i czempionat w Argentynie mógł oglądać jedynie w telewizji. – Wszystko się posypało: więzadła, łękotka… Całe kolano w gruzach. Po meczu, kiedy zostałem sam w szatni, długa stałem pod prysznicem i płakałem jak dziecko. Miałem świadomość, że ucieka mi coś niezwykle ważnego w moim życiu. – wspominał niegdyś na łamach „Przeglądu Sportowego”.

W XXI. wieku również niemal przed każdą wielką imprezą piłkarską kibice reprezentacji musieli się oswajać z myślą, że nie pojedzie na turniej ten czy inny piłkarz. W 2002 roku pech dopadł Bartosza Karwana, który w drużynie selekcjonera Jerzego Engela spełniał ważną rolę i był pewniakiem do wyjazdu. Wszystko rozbiło się o występ piłkarza w… popularnym reality show „Big Brother”. Karwan był tam gościem i grał w piłkę z uczestnikami programu i nieoczekiwanie doznał urazu mięśniowego na tyle poważnego, że mógł jedynie pomyśleć: „Pa, pa Koreo i Japonio…” Karwan mógł jechać na turniej, ale z pewnością nie mógłby zagrać przynajmniej w pierwszym meczu. Engel wówczas nie miał żadnych wątpliwości: – Wolę zabrać gorszego piłkarza, ale zdrowego, niż lepszego, ale sprawnego w 90% – tłumaczył mediom selekcjoner. I powołał Pawła Sibika z Odry Wodzisław…

Damian Gorawski nie będzie z kolei miło wspominał 2006 roku i momentu, kiedy nie znalazł się w kadrze udającej się na mundial do Niemiec. U pomocnika wtedy FK Moskwa wykryto nieprawidłowości o tle kardiologicznym i trener Paweł Janas zostawił skrzydłowego w kraju. Jakież było jego zdziwienie, kiedy kilka dni później okazało się, że wszystko z jego sercem w porządku i może grać… W 2008 roku Jakub Błaszczykowski, dziś filar Biało-Czerwonych, odpadł z rywalizacji o miejsce na Euro w Austrii i Szwajcarii przez uraz mięśnia dwugłowego. Także bramkarze mieli pecha – Tomasz Kuszczak (2008) i Łukasz Fabiański (2012) – przegrali z urazami mięśni grzbietowych, natomiast Łukasz Skorupski uszkodził biodro i jego miejsce w samolocie do Rosji zajmie Bartosz Białkowski. Z kolei przed Euro 2016 ze łzami w oczach zgrupowanie kadry na kilka dni przed turniejem opuszczali Paweł Wszołek oraz Maciej Rybus. Pierwszy złamał rękę w czasie wewnętrznego sparingu, a drugi w ostatniej ligowej kolejce przed wylotem do Polski doznał podobnego urazu, co Kamil Glik. Dziś historia zatoczyła koło i to Rybus poleci do Rosji, a Glik będzie mógł jedynie pomachać swoim kolegom na pożegnanie…

Tomasz Gawędzki

FreshMail.pl