„Jest i on – nasz psychol-sabotażysta. Nie mógł się powstrzymać, k**wa no nie mógł. Musiał wysłać tego gościa do szpitala…” – skrajne emocje targały myślami trenera. Z jednej strony cieszył się z dowiezionego zwycięstwa, z drugiej najchętniej wręczyłby sprawcy wszelkich nieszczęść, które spotkały go tego niedzielnego popołudnia, bilet na Syberię. W jedną stronę. Znowu to samo…

„Przynajmniej wyciągnąłeś jakieś wnioski? Nauczyło Cię czegoś dzisiejsze spotkanie?” – spytał zdobywając się na najspokojniejszy ton, jakim w tej chwili mógł uraczyć swojego podopiecznego, bądź jak zwykł go nazywać – „przygłupa z Watford”. „Przygłup” odpowiedział z rozbrajającą szczerością: „Owszem. Problemy należy rozwiązywać przemocą.”

Tak mogłaby wyglądać standardowa pomeczowa pogadanka menedżera z Vinniem Jonesem – notorycznego zwycięzcy w plebiscycie na największego piłkarskiego psychopatę, który siał postrach na angielskich boiskach w latach 86-99. Swoją piłkarską przygodę Anglik zaczął stosunkowo późno, bo dopiero w wieku 19 lat, łącząc występy w maleńkim klubie Wealdstone z pracą na budowie. Wydaje się, że w szczególności to drugie zajęcie miało olbrzymi wpływ na jego karierę. Wszak, o niektórych zawodnikach mówi się, że „mają młotek w nodze”. Vincent Jones niewątpliwie taki młotek w nodze posiadał. Bynajmniej jednak nie służył mu on do oddawania piekielnie mocnych strzałów…

Przełom nastąpił w 1986 roku. Wtedy to nasz bohater trafił do Wimbledonu. Klubu raczej przeciętnego, jednak budowanego według spójnej, nazwijmy to delikatnie, oryginalnej wizji ekscentrycznego właściciela Sama Hammama. Klubu, którego spotkania, jak zwykł mawiać Gary Lineker, najlepiej oglądało się w telegazecie. Dołączenie do zespołu przez Vinniego Jonesa było brakującym elementem układanki. Było jak koncert Britney Spears, na którym równocześnie bawią się Patrick Bateman, Freddy Krueger i Hannibal Lecter – z początku jest całkiem niewinnie, ale ostatecznie i tak kończy się rzezią niewiniątek. Rzezią, która w tym przypadku dopełniła się w 1988 roku, w finale Pucharu Anglii. Po 90 minutach spotkania faworyzowany, grający piękną techniczną piłkę Liverpool musiał uznać wyższość stosującej proste, nierzadko brutalne środki ekipy dowodzonej przez Jonesa, Dennisa Wise’a i Johna Fashanu. To właśnie po tym spotkaniu zespół Wimbledonu zyskał miano „Szalonego Gangu”. Po opuszczeniu przytulnego „wariatkowa” z Plough Lane, Vinnie postanowił spróbować swoich sił w innym otoczeniu. I tak oto przez kolejną dekadę siał zamęt na angielskich boiskach reprezentując barwy Leeds United, Sheffield United, Chelsea czy QPR. Udało mu się nawet zostać reprezentantem kraju! Nie, nie Anglii… Walii.

Fakt ten idealnie podsumował były reprezentant Synów Albionu – Jimmy Greaves: „Mieliśmy kokainę, łapówkarstwo i Arsenal strzelający dwa gole u siebie. Ale kiedy myślałeś, że już nic w piłce cię nie zaskoczy okazało się, że Vinnie Jones jest piłkarzem klasy międzynarodowej!” Zdobycie pucharu najstarszych klubowych rozgrywek na świecie pozostało jednak jedynym trofeum, jakie krewki pomocnik wzniósł podczas swojej kariery. Nie znaczy to jednak, że było to jego jedyne osiągnięcie. Oj, nie…

Vinnie w swoim CV pochwalić może się m.in.: dwunastokrotnym wyrzuceniem z boiska, najszybciej zarobioną, bo po zaledwie 3 sekundach spotkania, żółtą kartką w historii angielskiej piłki, zgnieceniem przyrodzenia Paula Gascoigne’a, zakończeniem kariery Gary’ego Stevensa oraz… mózgiem komara. To ostatnie przypisał Jonesowi wspomniany wcześniej Hammam po tym, gdy jego podopieczny nagrał film instruktażowy dla młodych adeptów futbolu. Z owego nagrania można było dowiedzieć się, jak zapewnić przeciwnikom wizytę w szpitalu, bez konieczności oczekiwania w kolejkach. Niestety, film nie spotkał się z uznaniem komisji dyscyplinarnej, która wlepiła niedoszłemu reżyserowi karę 20 tys. funtów grzywny oraz półroczne, przymusowe wakacje z dala od piłki.

Życie bywa jednak przewrotne. Szczególnie, gdy nazywasz się Vinnie Jones. Okazało się bowiem, że niefortunne wideo nie było ostatnim podejściem angielskiego piłkarza do kinematografii. W 1998 roku dostał szansę debiutu na wielkim ekranie. Szybko okazało się, że gra aktorska wychodzi mu zdecydowanie lepiej niż bieganie za piłką. Role zatwardziałych gangsterów w Porachunkach oraz Przekręcie stały się motorem napędowym dla jego filmowej kariery. Nie trzeba było długo czekać – Vinnie wylądował w Hollywood, gdzie zagrał nawet w jednej z części X-Manów. Oczywiście, nie można również zapomnieć o epizodzie w komedii Eurotrip, gdzie wcielając się w rolę lidera kiboli Manchesteru United, najlepszy aktor wśród piłkarzy zademonstrował, jak otwierać piwo… za pomocą oka.

Na boisku Jones charakteryzował się agresywną, nieustępliwą postawą. W filmach również grał tylko twardych gości. Nie inaczej mogło być w życiu prywatnym naszego bohatera. W 1998 r. został skazany za napaść na sąsiada. Z kolei pięć lat później, będąc w stanie lekko wskazującym, uderzył pasażera samolotu, a załodze groził śmiercią, za co otrzymał karę grzywny oraz 80 godzin prac społecznych. Mimo pozornej bezduszności stać go było również na bardziej ludzkie odruchy, jak choćby udział w kampanii społecznej dotyczącej pierwszej pomocy czy przekazanie swojej jedynej piłkarskiej nagrody – medalu za zdobycie Pucharu Anglii – na rzecz reaktywowanego przez kibiców Wimbledonu. Klubu, którego stał się ikoną. Może trochę niezrównoważoną, ale jednak ikoną.

 

Wiktor Woźniak

FreshMail.pl