W każdej rozmowie o wielkości w MMA prędzej czy później pada pytanie, kto naprawdę zasługuje na miano numeru jeden. Przygotowałem ranking oparty na jakości rywali, dominacji, panowaniu mistrzowskim, wszechstronności i wpływie na rozwój dyscypliny, a także wyjaśniam, dlaczego niektóre miejsca zawsze będą budzić spory.
Dziesięć nazwisk, które zmieniły historię MMA
- Jon Jones pozostaje dla mnie najbardziej kompletnym kandydatem do miana GOAT.
- Georges St-Pierre i Anderson Silva pokazali dwa różne modele dominacji: metodyczną kontrolę oraz niezwykłą kreatywność w stójce.
- Fedor Emelianenko udowodnił, że wielkość nie musi być związana wyłącznie z UFC.
- Amanda Nunes to najważniejsza postać w historii kobiecego MMA.
- Bilans 29-0 Khabiba Nurmagomedova robi wrażenie, ale jego miejsce zależy od tego, jak oceniamy długość kariery.

Jak oceniam wielkość zawodnika MMA
Nie układam tego zestawienia wyłącznie według liczby zwycięstw. W MMA sam rekord może mylić, bo znaczenie ma poziom przeciwników, moment kariery, organizacja, kategoria wagowa oraz to, czy zawodnik potrafił wygrywać na więcej niż jeden sposób.
W mojej ocenie największą wagę mają jakość rywali i dominacja nad własną erą. Dopiero później patrzę na popularność, efektowne nokauty czy medialny rozgłos. Dlatego niektóre bardzo sławne nazwiska nie znalazły się w pierwszej dziesiątce.
- Osiągnięcia mistrzowskie, czyli zdobywanie i obrona tytułów.
- Poziom przeciwników, szczególnie zwycięstwa nad innymi legendami.
- Dominacja, a więc długość serii zwycięstw i sposób wygrywania.
- Wszechstronność, rozumiana jako skuteczność w stójce, zapasach i parterze.
- Znaczenie historyczne, czyli wpływ na rozwój MMA i kolejne pokolenia.
To nadal ranking ekspercki, a nie matematyczny werdykt. W sportach walki nie da się przeprowadzić bezpośredniego testu między zawodnikami z różnych dekad, dlatego uczciwiej mówić o najlepiej udokumentowanych karierach niż o absolutnej prawdzie.
Ranking najlepszych zawodników MMA w dziejach
1. Jon Jones
Jones ma argumenty, których trudno szukać u kogokolwiek innego. Został najmłodszym mistrzem w historii UFC, przez lata dominował w wadze półciężkiej, pokonywał zawodników o zupełnie różnych stylach, a później zdobył również pas w wadze ciężkiej.
Jego największą przewagą była umiejętność rozwiązywania problemów w trakcie walki. Potrafił kontrolować dystans łokciami i kopnięciami, obalać, pracować z góry oraz zmieniać taktykę bez utraty spokoju. Osiem udanych obron tytułu w wadze półciężkiej najlepiej pokazuje skalę jego dominacji.
Karierę Jonesa obciążają kontrowersje pozasportowe i epizody dopingowe, dlatego nie każdy postawi go na pierwszym miejscu. Ja jednak oddzielam ocenę dorobku sportowego od oceny człowieka i pod względem czysto bojowym wybieram go jako numer jeden.
2. Georges St-Pierre
St-Pierre był przeciwieństwem chaotycznego wojownika. Każdą walkę traktował jak projekt do rozłożenia na części. Analizował rywala, przygotowywał kilka planów i zwykle odbierał przeciwnikowi jego najmocniejszą broń.
Dwukrotnie zdobył pas UFC w wadze półśredniej, pokonał między innymi Matta Hughesa, B.J. Penna, Carlosa Condita i Johny’ego Hendricksa, a po przerwie wrócił, by zdobyć tytuł w wadze średniej. Jego największym atutem była powtarzalność zwycięstw, nie pojedynczy spektakularny występ.
GSP pokazuje, że w MMA genialność może wyglądać bardzo spokojnie. Nie zawsze wygrywał efektownie, ale niemal zawsze podejmował lepsze decyzje.
3. Anderson Silva
W swoim najlepszym okresie Silva walczył tak, jakby widział ciosy przeciwnika chwilę wcześniej. Jego praca nóg, refleks, kontrola dystansu i kontrataki sprawiały, że rywale często przegrywali psychicznie, zanim jeszcze pojawił się poważny kryzys fizyczny.
Brazylijczyk zdobył pas wagi średniej UFC w 2006 roku i utrzymał go do 2013 roku. W tym czasie zanotował 16 kolejnych zwycięstw w UFC oraz serię obron, która przez długi czas wydawała się nie do pobicia.
Silva nie znajduje się wyżej głównie dlatego, że końcówka jego kariery była znacznie słabsza. Nie odbiera to jednak niczego jego szczytowej formie. Dla mnie pozostaje najbardziej widowiskowym mistrzem w historii MMA.
4. Fedor Emelianenko
Fedor był najlepszym przykładem tego, że ciężki zawodnik może poruszać się i myśleć jak fighter z niższej kategorii. Miał mocny cios, świetne rzuty, skuteczny ground-and-pound i niezwykły spokój w sytuacjach, w których większość rywali wpadała w panikę.
Przez niemal dekadę pozostawał niepokonany w praktyce sportowej, a w organizacji PRIDE pokonał między innymi Antônio Rodrigo Nogueirę, Mirko Cro Copa i Marka Colemana. Jego znaczenie jest szczególnie ważne dla oceny całego MMA, bo najlepsze lata spędził poza UFC.
To właśnie jego przypadek pokazuje częsty błąd w rankingach. Nie można utożsamiać historii MMA wyłącznie z jedną organizacją, nawet jeśli UFC jest jej największą marką.
5. Demetrious Johnson
Johnson nie miał największej sylwetki ani najbardziej agresywnego stylu, ale technicznie był niemal kompletny. Łączył zapasy, przejścia między pozycjami, kontrolę tempa i precyzyjną stójkę na poziomie, który długo pozostawał poza zasięgiem rywali.
W UFC obronił pas wagi muszej 11 razy z rzędu. Później zdobywał sukcesy również w ONE Championship, co wzmocniło jego pozycję jako zawodnika skutecznego w różnych środowiskach i przeciwko różnym typom przeciwników.
Jego problemem w oczach części kibiców była niewielka popularność kategorii muszej. Sportowo to jednak argument za nim, a nie przeciwko niemu. Johnson dominował tam, gdzie wielu widzów nie poświęcało wystarczająco dużo uwagi.
6. Amanda Nunes
Nunes zmieniła sposób, w jaki patrzono na kobiece MMA. Była pierwszą zawodniczką, która jednocześnie posiadała pasy UFC w dwóch kategoriach wagowych, a na swojej drodze pokonała między innymi Cris Cyborg, Rondę Rousey, Holly Holm i Valentinę Shevchenko.
Jej styl łączył siłę fizyczną, agresywny boks, dobre przygotowanie kondycyjne i coraz dojrzalszą kontrolę ryzyka. 12 zwycięstw z rzędu i 11 wygranych walk o tytuł w UFC tworzą dorobek, który trudno podważyć.
W mojej ocenie jest najwyżej sklasyfikowaną zawodniczką w historii MMA. Nie dlatego, że kobiece walki trzeba oceniać osobną miarą, lecz dlatego, że jej przewaga nad konkurencją była równie wyraźna jak u największych mistrzów męskich.
7. José Aldo
Aldo przez lata był wzorem mistrza wagi piórkowej. Jego obrona przed obaleniami, kopnięcia na nogę i umiejętność utrzymywania walki w preferowanym tempie pozwalały mu kontrolować zawodników o bardzo różnych profilach.
Panował jeszcze w czasach WEC, a później przeniósł tę dominację do UFC. Pokonał między innymi Chada Mendesa, Frankiego Edgara, Urijaha Fabera i Kenny’ego Floriana. Jego spuścizna wykracza poza samą liczbę obron, bo wielu późniejszych zawodników budowało swoje przygotowanie właśnie na sposobach neutralizowania Aldo.
Przegrane z Conorem McGregorem i Maxem Hollowayem nie przekreślają jego dorobku. Pokazują tylko, że nawet legendarny styl może zostać odczytany przez wyjątkowego rywala.
8. Khabib Nurmagomedov
Rekord 29-0 jest najmocniejszym argumentem Khabiba. Przez całą karierę zawodową nie przegrał walki, a jego presja zapaśnicza, praca przy siatce i kontrola na macie sprawiały, że przeciwnicy często nie mieli przestrzeni na własny plan.
Wygrał z Rafaelem dos Anjosem, Conorem McGregorem, Dustinem Poirierem i Justinem Gaethje. Jednocześnie jego kariera mistrzowska była krótsza niż u Jonesa, St-Pierre’a czy Silvy. Dominacja była ogromna, ale trwała krócej, dlatego umieszczam go poza pierwszą piątką.
Khabib przypomina mi, że perfekcyjny bilans nie zawsze automatycznie oznacza najwyższe miejsce w rankingu. Liczy się również długość okresu, w którym zawodnik mierzył się z kolejnymi pokoleniami rywali.
9. Stipe Miocic
Miocic jest dla mnie najlepszym zawodnikiem w historii ciężkiej kategorii UFC. Zdobył pas, bronił go w wyjątkowo trudnej dywizji i pokonał między innymi Daniela Cormiera, Juniora dos Santosa, Fabricio Werduma oraz Marka Hunta.
Jego największym osiągnięciem pozostaje trzywalkowa seria obron tytułu w wadze ciężkiej. W tej kategorii jeden mocny cios potrafi zakończyć miesiące przygotowań, dlatego regularna dominacja jest szczególnie trudna.
Miocic nie zawsze był promowany jako największa gwiazda, ale właśnie to czyni jego karierę ciekawą. Nie potrzebował medialnego hałasu, by zbudować jeden z najmocniejszych życiorysów w historii królewskiej kategorii.
10. Valentina Shevchenko
Shevchenko przez lata była jedną z najbardziej technicznych zawodniczek na świecie. Jej styl opierał się na precyzyjnej pracy w stójce, świetnych kontrach, dobrym wyczuciu dystansu i umiejętności przenoszenia walki do parteru.
W wadze muszej UFC pokonywała między innymi Joannę Jędrzejczyk, Holly Holm, Juliannę Peñę i Jessicę Andrade. Długi okres panowania w jednej z najbardziej konkurencyjnych kategorii kobiecego MMA daje jej miejsce w pierwszej dziesiątce.
Jej rywalizacja z Amandą Nunes również ma znaczenie. Dwie porażki w pojedynkach o tytuł nie wymazują faktu, że Shevchenko była przez wiele lat punktem odniesienia dla całej dywizji.
Dlaczego rankingi GOAT tak często się różnią
Największy spór dotyczy tego, czy należy oceniać szczytową formę, czy całą karierę. Khabib miał niemal idealny rekord i ogromną przewagę nad rywalami, ale walczył na najwyższym poziomie krócej niż St-Pierre czy Aldo.
Drugi problem to różnice między epokami. Dawni zawodnicy częściej walczyli bez pełnego zestawu współczesnych obozów treningowych, dietetyków i specjalistów od regeneracji. Z drugiej strony mierzyli się czasem z mniej ustandaryzowanymi zasadami i trudniejszymi warunkami organizacyjnymi.
Trzecia kwestia dotyczy organizacji. Fedor nie potrzebował UFC, by zostać legendą, ale jego dorobek trudniej porównywać z zawodnikami, których cała kariera była dokumentowana w jednej, bardzo dobrze zarchiwizowanej lidze. Brak walk w UFC nie oznacza automatycznie niższej wartości sportowej.
Nie przeceniałbym też samej liczby pasów. Zdobycie tytułu w dwóch kategoriach jest imponujące, ale może być mniej wartościowe niż wieloletnia dominacja w jednej dywizji. Wszystko zależy od jakości rywali i sposobu, w jaki zawodnik zdobył swoje miejsce.
Legendy, które były bardzo blisko pierwszej dziesiątki
W takim zestawieniu zawsze zostają wielkie nazwiska poza główną listą. Daniel Cormier zdobył pasy w dwóch kategoriach i pokonał wielu mistrzów, ale jego dziedzictwo jest częściowo związane z rywalizacją z Jonem Jonesem, której nie wygrał.
Cris Cyborg przez długi czas uchodziła za najbardziej dominującą zawodniczkę świata. Jej seria nokautów i sukcesy w kilku organizacjach dają jej mocny argument do miejsca w ścisłej czołówce kobiecego MMA.
Ronda Rousey odegrała ogromną rolę w popularyzacji kobiecych walk, a jej rzut i duszenie armbarem przez pewien czas były niemal nie do zatrzymania. Jej wpływ historyczny jest większy niż końcowy bilans kariery.
Wśród dawnych mistrzów trzeba wymienić także Randy’ego Couture’a, Matta Hughesa, Chucka Liddella, B.J. Penna, Mirko Cro Copa i Antônio Rodrigo Nogueirę. Każdy z nich miał okres, w którym był najlepszym zawodnikiem swojej kategorii lub wyznaczał nowy standard stylu.
Przeczytaj również: Natalie Wayne w MMA - kim jest i jaki ma bilans?
Polskie nazwiska w światowej historii
Z polskiej perspektywy szczególne miejsce zajmuje Joanna Jędrzejczyk, była mistrzyni UFC w wadze słomkowej. Jej boks, praca na nogach i tempo walki wyniosły kobiece MMA na nowy poziom, a rywalizacja z Zhang Weili przeszła do historii jako jedna z najbardziej emocjonujących walk w tej dyscyplinie.
Mamed Khalidov pozostaje z kolei jedną z najważniejszych postaci polskiej sceny. Nie umieszczam go w światowej pierwszej dziesiątce, ale jego wpływ na popularność MMA w Polsce jest ogromny. To dobry przykład różnicy między globalnym rankingiem sportowym a znaczeniem zawodnika dla konkretnego kraju.
Co naprawdę odróżnia największych mistrzów
Najlepsi nie wygrywali wyłącznie dzięki jednemu talentowi. Jones potrafił dostosować się do rywala, St-Pierre budował przewagę decyzjami, Silva korzystał z intuicji i refleksu, a Khabib narzucał własne warunki od pierwszych sekund.
Łączyła ich zdolność do uczenia się między walkami. Mistrz może mieć świetny cios lub wybitne zapasy, ale jeśli po pierwszej porażce nie potrafi zmienić planu, jego panowanie zwykle szybko się kończy.
Drugim wspólnym elementem była odporność psychiczna. W MMA zawodnik musi podejmować decyzje pod presją zmęczenia, bólu i strachu. Największe nazwiska nie zawsze były odważniejsze od rywali, ale lepiej zarządzały emocjami, gdy walka przestawała przebiegać zgodnie z planem.
Dlatego przy ocenie wielkości patrzę nie tylko na to, kto wygrał, lecz także jak reagował na trudne momenty. Właśnie wtedy najczęściej widać różnicę między bardzo dobrym mistrzem a zawodnikiem, który zmienia historię całej dyscypliny.
Najważniejsza lekcja z historii MMA
Jeśli miałbym wskazać jeden wniosek, byłby prosty: nie istnieje jeden bezdyskusyjny GOAT. Mój ranking otwiera Jon Jones, ale równie rozsądne argumenty za pierwszym miejscem mają Georges St-Pierre, Fedor Emelianenko i Anderson Silva.Najuczciwiej porównywać zawodników przez pryzmat ich epoki, jakości przeciwników, długości dominacji i wpływu na sport. Wtedy łatwiej docenić zarówno niepokonanego Khabiba, technicznego Demetriousa Johnsona, jak i mistrzów, którzy budowali MMA, zanim stało się globalnym widowiskiem.
Ostatecznie największe kariery nie są tylko kolekcją pasów. To historie ludzi, którzy potrafili zachować zimną głowę, zmienić własny styl i przez lata znajdować odpowiedź na pytanie, którego nikt inny nie umiał jeszcze zadać.