W historii Tomasza Adamka łatwo pomylić jego ostatni zawodowy pojedynek z najnowszą walką bokserską. Najświeższe starcie odbyło się 6 września 2025 roku w Gliwicach, gdzie „Góral” zmierzył się z Roberto Soldićem na gali FAME 27. Wyjaśniam wynik, przebieg pojedynku, znaczenie tej porażki oraz to, czy planowana walka pożegnalna w 2026 roku została już rozegrana.
Najważniejszy fakt jest prosty, ale kontekst ma znaczenie
- Rywalem Adamka był Roberto Soldić.
- Do walki doszło 6 września 2025 roku w Gliwicach podczas FAME 27.
- Soldić wygrał przez techniczny nokaut w drugiej rundzie, po dwóch nokdaunach.
- Był to najpóźniejszy zakończony pojedynek bokserski Tomasza Adamka.
- Planowana walka pożegnalna w 2026 roku pozostaje osobnym wydarzeniem, dopóki faktycznie się nie odbędzie.

Co dokładnie wydarzyło się w Gliwicach
Walka Tomasza Adamka z Roberto Soldićem była głównym pojedynkiem gali FAME 27 Kingdom w PreZero Arenie Gliwice. Została rozegrana w formule bokserskiej, a nie w MMA, mimo że wydarzenie organizowała federacja kojarzona przede wszystkim z freak fightami.
Soldić zwyciężył przez TKO w 1:32 drugiej rundy. Chorwat dwukrotnie posłał Polaka na deski, a po drugim liczeniu sędzia przerwał pojedynek. Nie była to decyzja punktowa ani kontuzja, lecz wyraźne zakończenie walki przez przewagę uderzeń.
| Element pojedynku | Informacja |
|---|---|
| Gala | FAME 27 Kingdom |
| Data | 6 września 2025 roku |
| Miejsce | PreZero Arena, Gliwice |
| Rywal Adamka | Roberto Soldić |
| Formuła | Boks |
| Wynik | Soldić wygrał przez TKO w drugiej rundzie |
Jak przebiegała walka z Roberto Soldićem
Już w pierwszej rundzie było widać, że Soldić chce narzucić wysokie tempo i spychać Adamka pod liny. Polak próbował odpowiadać doświadczeniem, spokojem i pojedynczymi kontrami, ale nie miał pełnej kontroli nad dystansem. Presja Chorwata stopniowo odbierała mu miejsce na skuteczną pracę nóg.
W drugiej odsłonie Soldić trafił mocnym ciosem, po którym Adamek został pierwszy raz liczony. Polak próbował wrócić do walki, jednak rywal natychmiast ruszył za ciosem i ponownie posłał go na deski. Drugie liczenie zakończyło pojedynek.
W mojej ocenie najważniejszy nie był sam moment nokdaunu, lecz to, co doprowadziło do tej sytuacji. Adamek miał problem z utrzymaniem odpowiedniego tempa obrony, a Soldić korzystał z przewagi szybkości, świeżości i agresji. W walce z aktywnym zawodnikiem takie różnice potrafią ujawnić się bardzo szybko.
Dlaczego ten pojedynek był dla Adamka tak trudny
Adamek miał za sobą ogromne doświadczenie, ale w dniu walki był już 48-letnim pięściarzem. Soldić był młodszy o kilkanaście lat, pozostawał aktywny i wcześniej rywalizował na wysokim poziomie w sportach walki. To zestawienie łączyło ringowe doświadczenie z przewagą fizyczną i dynamiką po stronie Chorwata.
Znaczenie miała również różnica w charakterze obu zawodników. Adamek przez lata budował sukces na pracy nóg, dyscyplinie taktycznej i umiejętności rozkładania walki na rundy. Soldić wniósł do ringu presję znaną z MMA, mocny cios i gotowość do natychmiastowego wykorzystania błędu.
Nie oznacza to, że wcześniejsze osiągnięcia Polaka straciły znaczenie. Przeciwnie, jego kariera pokazuje, jak długo można utrzymać się na szczycie dzięki odporności psychicznej i konsekwencji. Ten konkretny pojedynek przypomniał jednak, że doświadczenie nie zawsze kompensuje wiek i brak regularnych startów.
Ostatnia walka zawodowa a najnowszy pojedynek bokserski
Tu pojawia się najczęstsze nieporozumienie. Za ostatnią walkę w klasycznej karierze zawodowej przez długi czas uznawano pojedynek z Jarrellem Millerem z 6 października 2018 roku. Amerykanin wygrał wtedy przez nokaut w drugiej rundzie w Chicago.
Później Adamek wrócił do rywalizacji w formule rozrywkowej. W 2024 roku pokonał Patryka Bandurskiego i Kasjusza „Don Kasjo” Życińskiego, a następnie wystąpił przeciwko Soldićowi. Dlatego najprecyzyjniej powiedzieć, że walka z Millerem była ostatnim pojedynkiem dawnej zawodowej kariery, natomiast starcie z Soldićem jest najnowszą zakończoną walką bokserską Adamka.
To rozróżnienie ma znaczenie, ponieważ pojedynki w federacjach freak fightowych mogą mieć inne zasady, oprawę i sposób budowania zestawień niż klasyczny boks zawodowy. Nadal są walkami bokserskimi, ale nie zawsze należy porównywać je bezpośrednio z pojedynkami o pas mistrza świata.
Czy planowana walka pożegnalna zmienia odpowiedź
Po porażce z Soldićem Adamek mówił o zakończeniu kariery. W 2026 roku pojawiły się jednak informacje o możliwym jeszcze jednym, symbolicznym występie. Wśród potencjalnych rywali wymieniano Marcina Najmana, a planowany termin wskazywano na końcówkę roku.
Na ten moment nie należy przedstawiać tego pojedynku jako faktu dokonanego. Zapowiedź, medialne wyzwanie i ustalona walka to trzy różne rzeczy. Dopiero podpisany kontrakt, oficjalna karta gali i rozegrany pojedynek mogą zmienić odpowiedź na pytanie o najnowszą walkę Adamka.
Z perspektywy sportowej ewentualne pożegnanie miałoby zupełnie inny ciężar niż starcie z Soldićem. Nie chodziłoby już o powrót do poważnej rywalizacji, lecz o zamknięcie kariery przed polskimi kibicami. Taki występ może być emocjonalnie ważny, ale nie powinien być mylony z próbą odzyskania miejsca w światowej czołówce.
Co porażka z Soldićem mówi o końcu kariery
Najuczciwsza ocena jest dwutorowa. Sportowo był to wyraźny sygnał końca możliwości rywalizacji na wysokim poziomie, ponieważ Adamek nie zdołał zatrzymać młodszego i bardzo dynamicznego przeciwnika. Historycznie pozostaje jednak pięściarzem, który zdobywał mistrzowskie pasy i przez lata należał do najważniejszych polskich zawodników.
Nie lubię sprowadzać takich momentów wyłącznie do porażki. W boksie jeden słabszy wieczór nie kasuje całej kariery, ale może uczciwie pokazać, gdzie przebiega granica. W przypadku Adamka granica ta stała się widoczna w konfrontacji z zawodnikiem, który miał więcej energii, presji i aktualnego rytmu walki.
Dla kibica najważniejsza informacja brzmi więc jasno. Roberto Soldić pokonał Tomasza Adamka przez TKO w drugiej rundzie gali FAME 27, a ewentualny pojedynek pożegnalny w 2026 roku należy traktować jako plan, nie jako rozegrane wydarzenie. Tak wygląda obecny bilans ostatniego rozdziału kariery „Górala”.