Najkrócej: chodzi o ludzi, którzy porządkują polski system skoków
- Najczęściej chodzi dziś o Stefana Horngachera, który od 4 maja 2026 pełni funkcję koordynatora systemu szkolenia w PZN.
- Thomas Thurnbichler prowadził kadrę A od wiosny 2022 do końca sezonu 2024/2025, a potem odszedł z polskiej reprezentacji.
- Obaj Austriacy są ważni nie tylko jako nazwiska, ale jako nośniki bardzo konkretnego stylu pracy: technicznego, zdyscyplinowanego i opartego na analizie.
- W 2026 roku głównym trenerem kadry A jest Maciej Maciusiak, więc rola Horngachera nie polega już na samotnym dowodzeniu zespołem.
- Największa wartość takiej współpracy pojawia się wtedy, gdy trener, zawodnik i cały sztab mówią jednym językiem.
Kogo dziś naprawdę oznacza ta fraza
Jeśli ktoś pyta o austriackiego szkoleniowca polskich skoczków, najczęściej ma na myśli Stefana Horngachera. Jak podał PAP, od 4 maja 2026 pełni on funkcję koordynatora systemu szkolenia w reprezentacji skoczków narciarskich, czyli nie jest już wyłącznie trenerem jednej grupy, ale człowiekiem od spójności całego układu. To ważne rozróżnienie, bo w praktyce jego wpływ sięga dziś szerzej niż sama kadra A.
Druga postać, która od razu pojawia się w tym temacie, to Thomas Thurnbichler. Wiosną 2022 roku przejął kadrę A, prowadził ją przez trzy sezony i po kampanii 2024/2025 zakończył pracę w Polsce. Dla czytelnika oznacza to jedno: ta fraza nie opisuje jednej osoby, tylko cały etap, w którym Polacy regularnie sięgali po austriackie kompetencje, żeby uporządkować swoje skoki od podstaw. To rozróżnienie ma znaczenie, bo w polskich skokach nie chodzi już o jednego cudotwórcę, tylko o cały układ ról.
Dlaczego polskie skoki sięgają po austriacki model
Ja patrzę na to tak: Austria nie jest tu modnym kierunkiem, tylko jednym z najbardziej sprawdzonych wzorców szkolenia w skokach narciarskich. To środowisko, w którym liczy się powtarzalność techniki, szybka analiza błędu i umiejętność pracy pod presją. W praktyce oznacza to mniej improwizacji, a więcej kontroli nad detalami, które w skokach decydują o dziesiątych częściach punktu.
- Porządek techniczny - zawodnik dostaje jasne wskazówki, co poprawić w rozbiegu, odbiciu i locie, zamiast wielu sprzecznych komunikatów.
- Dyscyplina procesu - trening nie kończy się na „dobrym dniu”, tylko ma być powtarzalny przez tygodnie i miesiące.
- Wysoki próg jakości - Austriacy pracują w środowisku, gdzie przeciętność szybko wypada z gry, więc wymagania są naturalnie większe.
- Praca mentalna - gdy zawodnik wie, że plan jest spójny, łatwiej mu utrzymać spokój przed konkursem i nie dokładać sobie chaosu.
To nie jest jednak cudowny skrót do medali. Taki model działa tylko wtedy, gdy zawodnicy akceptują jego logikę, a sztab naprawdę egzekwuje wspólne zasady. Właśnie dlatego warto przyjrzeć się temu, co konkretnie zmieniło się po kolejnych Austriakach w polskiej kadrze.

Co Horngacher i Thurnbichler zmienili w kadrze
Najlepiej widać to wtedy, gdy zestawi się ich role obok siebie. Dwa austriackie nazwiska nie oznaczają tego samego wpływu, bo każdy z nich pracował w innym momencie i z innym zadaniem do wykonania. Horngacher wszedł do historii polskich skoków jako trener, który doprowadził drużynę do najwyższej formy, a Thurnbichler próbował uporządkować kadrę w nowszym modelu pracy, już pod inną presją wyniku.
| Szkoleniowiec | Rola w Polsce | Najważniejszy ślad | Co z tego wynika |
|---|---|---|---|
| Stefan Horngacher | główny trener w latach 2016-2019, od 2026 koordynator szkolenia | prowadził kadrę do okresu wielkich sukcesów, w tym medalowych wyników olimpijskich i bardzo mocnej pozycji drużyny | jasna hierarchia i wysoki standard pracy mogą szybko podnieść poziom całego zespołu |
| Thomas Thurnbichler | główny trener kadry A w latach 2022-2025 | próbował zbudować bardziej analityczny i uporządkowany model prowadzenia zawodników | sam porządek procesu nie wystarcza, jeśli drużyna nie zaczyna przekładać go na stabilne wyniki |
| Maciej Maciusiak | główny trener kadry A od sezonu 2025/2026 | łączy bieżące prowadzenie grupy z eksperckim wsparciem Horngachera | obecny układ opiera się na podziale ról, a nie na jednym wszechwiedzącym trenerze |
Najważniejsza różnica między nimi polega więc nie na narodowości, lecz na momencie, w którym przejmowali zespół. Jeden pracował z drużyną już przy bardzo wysokich oczekiwaniach i dowiózł historyczne wyniki, drugi próbował przywrócić rytm po okresie wahań. To prowadzi prosto do pytania, jak taka praca wygląda od środka.
Jak wygląda ich praca od strony treningu i psychiki
W skokach narciarskich trener z Austrii nie jest dekoracją komunikatu, tylko często nośnikiem określonej kultury pracy. Na poziomie codzienności chodzi o bardzo konkretne rzeczy: analizę wideo, korektę detali technicznych, kontrolę obciążeń i umiejętne budowanie pewności siebie. Skoczek nie potrzebuje pięciu sprzecznych podpowiedzi przed startem, tylko jednej logicznej ścieżki, którą potrafi odtworzyć pod presją.
- Analiza techniki - chodzi o powtarzalność rozbiegu, pracę na progu i ustawienie w locie; bez tego nawet duży talent traci punkty.
- Kontrola obciążeń - „obciążenie” to po prostu suma treningu, startów i regeneracji; jeśli jest źle dobrana, forma ucieka w najmniej wygodnym momencie.
- Feedback - dobrze prowadzony zawodnik dostaje krótką, jasną informację zwrotną, a nie długi wykład po każdym skoku.
- Psychika startowa - im mniej chaosu w treningu, tym mniej napięcia w konkursie; to szczególnie ważne u skoczków, którzy łatwo „przegrzewają” głowę.
Właśnie dlatego tak cenię trenerów, którzy nie próbują robić wszystkiego sami, tylko budują współpracę między techniką, przygotowaniem motorycznym i psychologią. W skokach nie da się wygrać samym temperamentem ani samą teorią. Potrzebna jest spójność, bo tylko ona daje zawodnikowi odwagę do powtarzalnych, mocnych prób. A to najlepiej sprawdza się dopiero wtedy, gdy patrzymy na cały sezon, a nie na jeden konkurs.
Co ten układ oznacza dla sezonu 2026
Na stronie PZN widać dziś wyraźnie, że Maciej Maciusiak prowadzi kadrę A, a Stefan Horngacher jest koordynatorem szkolenia w całym systemie. To może działać bardzo dobrze, ale tylko pod jednym warunkiem: kompetencje muszą się uzupełniać, a nie nachodzić na siebie. PZN podkreśla też, że nowy model ma opierać się na jasnym podziale odpowiedzialności i mierzalnych celach sportowych, i to właśnie brzmi rozsądnie.
- Plus - zawodnik dostaje spójny system, w którym kadra A, B i młodzież nie pracują jak trzy osobne wyspy.
- Plus - Horngacher może pilnować długofalowej logiki, a Maciusiak skupić się na bieżącym prowadzeniu najważniejszej grupy.
- Ryzyko - gdy rola koordynatora nie jest jasno opisana, łatwo o konflikt kompetencyjny i rozmycie odpowiedzialności.
- Ryzyko - kibice oczekują efektu od razu, a w skokach zmiana systemu zwykle potrzebuje czasu, nie jednego weekendu.
Jeśli ten model zadziała, polskie skoki zyskają coś cenniejszego niż kolejny medialny transfer. Zyskają ciągłość między kolejnymi rocznikami, czyli dokładnie to, czego w tej dyscyplinie najczęściej brakuje po gorszym sezonie. Jeśli nie zadziała, nawet najgłośniejsze nazwisko szybko stanie się tylko hasłem z konferencji prasowej.
Na co patrzeć, gdy oceniasz taką współpracę
Najprościej rzecz ujmując, nie warto oceniać austriackiego szkoleniowca wyłącznie po liczbie podium. Ja patrzyłbym na cztery rzeczy: czy zawodnicy skaczą stabilniej, czy młodzi szybciej wchodzą do seniorskiej rywalizacji, czy sztab nie wysyła sprzecznych komunikatów i czy drużyna potrafi podnieść się po słabszym weekendzie. To są sygnały, które mówią więcej niż pojedynczy błysk w konkursie.
- Stabilność techniczna - jeśli noty są mniej rozchwiane, to znak, że proces działa.
- Przebicie młodych - dobry system nie żyje tylko z trzech nazwisk, ale buduje nowe.
- Spójność sztabu - zawodnik musi wiedzieć, kto decyduje i dlaczego.
- Odporność na kryzys - prawdziwa jakość ujawnia się wtedy, gdy forma chwilowo siada.
W mojej ocenie najlepszym testem takiej współpracy nie jest jeden dobry konkurs, ale sezon, w którym kilku skoczków staje się bardziej przewidywalnych niż wcześniej, a cały system mniej się rozsypuje przy gorszym weekendzie. Jeśli to widać, zagraniczny trener naprawdę wnosi wartość. Jeśli nie, zostaje efekt nowości, ale nie zostaje trwały postęp.